Absolute Batman poznał Absolute Wonder Woman

Absolute Batman poznał Absolute Wonder Woman! Czekaliśmy, czekaliśmy, no i doczekaliśmy się WIELKIEGO MOMENTU! Amazonka poznała Nietoperza w „Absolute Wonder Woman #15” – Diana udała się do Gotham, wyczarowała ogromny Bat-symbol i zaprosiła Batka do wspólnego rozwiązania kryminalnej sprawy (kilka zamordowanych ofiar, każda miała symbol Wonderki).

Spotkanie? Przyjemne, bez spiny, wręcz nie spodziewałem się takiej atmosfery. Dwójka bohaterów szybko złapała wspólny język, zupełnie nie było twardych i stanowczych charakterów, którymi emanują w swoich tytułach. Niemniej to było pozytywne zaskoczenie, ponieważ twórcy pokazali, że jednak można zrobić pierwsze spotkanie WIELKICH sylwetek bez zagrożenia w tle o światowej skali. Od bohaterów biła dojrzałość, mądrość, doświadczenie. Na swój sposób było to zerwanie ze schematami z głównego kontinuum.

Sprawa? Duży nacisk na detektywistyczne tło, które w połączeniu z magią zawsze, ale to zawsze, mnie kupuje – klimacik i tajemniczość razy dwa. Do tego mamy w tle Cale, która kontroluje sytuację i po jej wpływie na Wonderkę widać, że będzie to bardzo niebezpieczny przeciwnik, z którym walka może toczyć się na kilku płaszczyznach. Przebieg śledztwa raczej nie wychodził poza znane schematy, nie wywoływał emocji bo nie miał czym, a próg wyzwania wręcz nie istniał na co wskazuje jego przebieg (i rozwiązanie). No i… dość dziwnie obserwowała się Absolute Batmana w detektywistycznym tonie, kiedy w głównej serii… no nie słynie z takich umiejętności.

Spotkanie jak najbardziej na plus, ale nie mydlmy oczu, że jest nad czym się zachwycać, bo nie ma. Po prostu spotkanie ikon z prostą, wręcz bezpieczną fabułą w tle.