DC KO: Knightfight #3 (Opinia)
Dobrnęliśmy do trzeciego zeszytu „Knightfight”, a zarazem przedostatniego. Zeszytu, który ugotował mój mózg podczas czytania, ponieważ wizja Williamsona (i wizualizacja Mory) Batmanowania Tima Drake’a to genialne wykorzystanie zdolności chłopaka, nadania temu emocjonalnego kopa i nieoczywiste podejście nie tyle do „pojedynku” Batka z Timem, co interakcji z nimi (coś z pogranicza AI, piękne wykonanie) – tak w dużym skrócie: Tim jest jest ekspertem od detektywistycznego rozwiązywania spraw, chłopak ma wypasiony sprzęt do walki, aktywnie współpracuje ze Stephanie i pozostałymi, który po świecie rozwiązują kryminalne sprawy, a Batman po przeniesieniu został uwięziony w systemie, który złamał, żeby móc skontaktować się z Timem, pogadać z nim i pomóc rozwiązać ostatnią sprawę.
No… ale prawdziwa bomba emocjonalna kryła się na ostatnich stronach. Batman zostaje wrzucony do alternatywnej rzeczywistości, gdzie Damian przejął po nim schedę. Gdzie tu bomba emocjonalna? Chłopak ogarnął całą przestępczość w Gotham, teraz to przyjazne miejsce do życia bez grama wandalizmu – do tego stopnia, że Damian mógł odwiesić pelerynę na wieszak i zająć się rodziną (doczekał się syna, którego nazwał Alfred). Ile w tym emocji, sentymentu, wyciskania wszystkiego z czytelnika podczas czytania… no aż brakuje mi słów! Fakt, może są to banalne pomysły, ale ich wykonanie (z całą podbudową ostatnich miesięcy na łamach głównych serii o Batku) to po prostu medal.
Nie mogło być zbyt pięknie, prawda? No właśnie… W tym miejscu najmocniej czuć, że serial jest krótka. Raptem cztery zeszyty to strasznie mało jak na interakcję z Batka z każdym jego podopiecznym. Szukać nie trzeba daleko – #3 to koniec interkacji z Jasonowym Batkiem, cała przygoda z Timem i rozpoczęcie spotkania z Damianem. No jedno wielkie XD, a na dobrą sprawę to wokół każdego podopiecznego Batka można by skleić pełnoprawną miniserię. Stąd zostaje spory niedosyt po #3, a szczególnie jeśli chodzi o nierozwiązaną sprawę Tima – Bruce pomaga mu rozwiązać sprawę, ale tak trzymają języka ze zębami, że nic z tego nie wynika, więc cała sprawa koło dupy lata


