Moje Przygody z Supermanem: Odcinek 6, sezon 3 (Opinia)

Przyjemny był odcinek „Moje przygody z Supermanem” z zeszłego tygodnia!

Szczerze jestem zdziwiony, że o serialu… nie pisze prawie nikt poza mną (a jeśli piszą na polskim podwórku, to nie mam pojęcia gdzie). Sezon jest dobry na tle poprzednich, a między odcinkami jest dobre przeplatanie wydarzeń, nastrojów, żeby historia była pełna.

Zeszły tydzień skutecznie ostudza emocje, daje chwilę oddechu po poprzedniej widowiskowej akcji. Był to odcinek z kategorii „zapychaczy fabularnych”, ale są one bardzo ważne w budowaniu przygód z prawdziwego zdarzenia, które mają pokazać choćby wpływ wydarzeń na postacie, co się z nimi dzieje, jak żyją ze sobą czy wchodzą w interakcje ze światem.

I dokładnie tak było w ostatnim odcinku! Mamy Supka pozbawionego mocy, który nie zraża się do osobistego angażowania w akcje. O ile sam motyw nie jest innowacyjny na tle komiksów, tak dobrze tu działa ze względu na rany Supka jakie odniósł po ratunku dzieci – Clark ma sensowne przemyślenia po tym wydarzeniu, nadaje mu to ludzkiego wymiaru i pokazuje dojrzałe podejście do sprawy.

Z kolei Olsen, Supergirl, cała reszta… no nie powiem, mega zaczyna irytować mnie ta pętla miłosna. Najgorsze do czego można sprowadzić wątki miłosne to do pętli po zjedzeniu własnego ogona – postacie wiedzą, co do siebie czują, ale dalej będą udawać idiotów i iść zaparte, że „nie”, aż magicznie nagle to się zmieni. Zaletą całej tej sytuacji jest jednak pokazanie świata, który żyje Supergirl, kryptonka korzystającą ze swoich „pięciu minut” i próbującej na inny sposób odnaleźć się w społeczeństwie, a przede wszystkim…

…Olsen, który jest wyjęty ze srebrnej ery komiksu, kiedy popularne były te szalone pomysły zamieniania go w różne istoty. Myślałem, że wilkowy Olsen był jednorazowym strzałem, a tu dostaliśmy żółwia XD Czekam tylko jak przemienią go w ala Godzille!