Barbara Gordon: Breakout #3 (Opis, Opinia)

Chwaliłem dwa pierwsze numery „Barbara Gordon: Breakout”, ale po trzecim zaczynam zmieniać zdanie…

TEKST MOŻE ZAWIERAĆ SPOILERY

Jest to przykład serii, która właściwie stoi w miejscu i można ją streścić jednym zdaniem: Barbara ćpa prochy, użala się nad sobą, a obok niej biega morderca.

I nie będzie to naciągane zdanie, bo właściwie do tego sprowadza się seria. Pierwsze dwa numery zrobiły na mnie dość dobre wrażenie, bo oddawały realia więzienne, ciężką sytuację Barbary. Jednak trzeci zeszyt oferuje to samo, co do tej pory a powielenie schematu mocniej uwypukla wady scenariusza – zupełnie nie czuć charakteru Baśki, jej pomysłu na sprawę. Zamiast tego świadomie dała się faszerować prochami, dalej to robić mimo wiedzy jak na nią to wpływa, cała akcja i mocne momenty są gdzieś tam w tle i właściwie… nie wiadomo o co komu tutaj chodzi (wróg celujący w Baśkę nic nie robi), dokąd zmierzamy tą serią.

Mam nadzieję, że to chwilowa czkawka Tamaki, bo potencjał był i szkoda go zaorać. Na ten moment najmocniejszym elementem są rysunki Nahuelpana z kolorami Bonvillain, bo świetnie oddają psychodelę Baśki czy potrafią wywołać gęsią skórkę wizualizowaniem śmierci we własnej osobie.