Lalka (Opinia bezspoilerowa)
a pewno każdy z Was kojarzy „Lalkę” Bolesława Prusa. Ponadczasową lekturę szkolną, która niejednemu uczniowi przyprawiła o ból głowy. A przecież to powieść, która ma w sobie wszystko, co kino lubi najbardziej: piękną młodą dziewczynę, starszego i bogatego adoratora, nieszczęśliwą miłość, a do tego czasy, w których piękne suknie i fraki były codziennością. Dzięki uprzejmości Netflixa miałam przyjemność obejrzeć przedpremierowo serial Pawła Maślony „Lalka”.
„Lalka” po raz pierwszy została sfilmowana w 1968 roku przez Wojciecha Hasa, a w głównych rolach wystąpili Beata Tyszkiewicz i Mariusz Dmochowski. W 1977 roku doczekaliśmy się natomiast serialowej wersji w reżyserii Ryszarda Bera. To właśnie tę „Lalkę” pamiętam najlepiej, przede wszystkim za sprawą Małgorzaty Braunek i Jerzego Kamasa, którzy zrobili na mnie ogromne wrażenie. Zadziwiające, że na kolejną ekranową adaptację musieliśmy czekać niemal 50 lat. Za netflixową wersję najbardziej znanego dzieła Bolesława Prusa odpowiada Paweł Maślona. I zanim włączymy pierwszy odcinek, warto wiedzieć jedną rzecz: „Lalka” z 2026 roku jest reinterpretacją książki Prusa. Nie dostajemy więc wiernego przeniesienia powieści na ekran, tylko dobrze znaną historię przedstawioną w zupełnie inny sposób, z zachowaniem jej najważniejszych elementów.
Nie chciałam mieszać w to „Wiedźmina”, ale po prostu muszę. Jako wierna fanka przygód Białego Wilka liczyłam na wierną adaptację sagi. Niestety obietnice zawiodły, a serial drastycznie odszedł od literackiego pierwowzoru. „Lalka” jest pod tym względem zupełnie inną historią. Ogromny plus dla reżysera za to, że od pierwszej chwili gra z widzem w otwarte karty i jasno pokazuje zasady swojej wersji. Sama byłam zaskoczona tym, jak umiejętnie można zmienić tak dobrze znaną wszystkim historię. I właśnie to było jedną z dwóch rzeczy, które skusiły mnie do sięgnięcia po tę polską produkcję, chociaż ostatnimi czasy wzbraniam się rękami i nogami przed polskimi serialami. Książka niesamowicie mi się dłużyła, zaś sześcioodcinkowy serial pochłonęłam w dwa dni. Losy niektórych postaci, które znamy z powieści, zostały drastycznie zmienione, z czego niezmiernie się cieszę. Przykładowo osoby, których nienawidziłam w książce, dosięgła karma. Pierwszy raz zdarzyło mi się, że wydarzenia pokazane w serialu zmusiły mnie do tego, żeby wrócić do powieści. Nie pamiętałam takich wydarzeń, a że do szkoły chodziłam już dawno temu, wolałam się upewnić, czy rzeczywiście niczego nie przeoczyłam. Mam jednak mieszane uczucia co do samego tytułu. Jak dla mnie zabrakło tutaj czegoś, co od razu definiowałoby, z czym mamy do czynienia. Na myśl od razu przyszedł mi „Czerwony Kapturek – prawdziwa historia”. Jest to jednak raczej mało istotny szczegół, z którym możemy się pogodzić.
Na uwagę zasługuje również scenografia i kostiumy. Szczególnie suknie Izabeli są dopracowane i wyróżniają się na tle strojów innych panien. Widać, że przyłożono dużą wagę do szczegółów, dzięki czemu XIX-wieczna Warszawa zyskuje własny charakter. Kostiumy nie są jedynie tłem dla historii, ale pomagają również podkreślić różnice między bohaterami i ich pozycję w ówczesnym społeczeństwie.
Przejdźmy teraz do bohaterów, bo to właśnie oni są jedną z największych sił tej produkcji. W zwiastunie od razu urzekła mnie postać panny Izabeli „Beli” Łęckiej. Wybranka serca Stanisława Wokulskiego jest po prostu piękna. Blond loki, zadarty mały nos, pewny wzrok, powab, z jakim się porusza, a do tego cięty język i wyrazisty styl sprawiły, że nie mogłam oderwać wzroku od Sandry Drzymalskiej. Już z samej zapowiedzi widzimy, że nie będziemy mieć do czynienia z kapryśną i pustą arystokratką. Izabela to kobieta nowoczesna, która nie pasuje do norm XIX-wiecznej Warszawy, gdzie społeczeństwo żyło według ściśle określonych zasad.
Serial porusza również bardzo ważną kwestię braku praw kobiet do samostanowienia. W tamtych czasach kobieta była całkowicie zależna od mężczyzny i to tylko on miał prawo wykonywać takie zawody jak lekarz, urzędnik czy stróż prawa. Nawet zwykłe wyrażanie swojej opinii przez kobiety było traktowane jak coś gorszącego. Serial jest nową historią, więc tego tematu nie mogło tutaj zabraknąć. Bardzo duże wrażenie zrobił na mnie również Tomasz Schuchardt jako Stanisław Wokulski. Z jednej strony mamy ambitnego przedsiębiorcę, a z drugiej mężczyznę ogarniętego obsesją na punkcie szlachcianki, którą spotkał na jednym z bali. Wspominałam już, że jestem na bakier z polskimi serialami i niezbyt dobrze orientuję się w polskich aktorach. Byłam święcie przekonana, że pan Schuchardt jest sporo po pięćdziesiątce, a po dokładnym researchu okazało się, że ma tylko 39 lat. Świetna charakteryzacja. Jeśli chodzi o jego czas ekranowy, mam jednak jedno zastrzeżenie. Nie miałabym nic przeciwko, gdyby serial miał dodatkowy odcinek poświęcony jego rozterkom podczas pobytu na wojnie. Aktor idealnie oddał obsesję, jaką Stanisław Wokulski darzył Izabelę Łęcką.
Muszę również wspomnieć o Ignacym Rzeckim, w którego wciela się Dariusz Chojnacki. Pamiętam, że Rzecki był jedną z nielicznych postaci, którą darzyłam sympatią. Tak było i tym razem. To jest mój Ignacy Rzecki – niesamowicie ciepły, zabawny i na swój sposób ogarnięty człowiek. Podoba mi się sposób, w jaki pokazano jego przyjaźń z Wokulskim. Właśnie tak wyobrażam sobie najlepszego przyjaciela. Ze Stanisławem pięknie się uzupełniają na ekranie, ponieważ są swoimi zupełnymi przeciwieństwami. Trzeba w tym miejscu wspomnieć również o Marii Kani, która wciela się w pokojówkę Mariannę. Ciekawą postacią jest także Florentyna, którą gra Julia Wyszyńska. Na ekranie zobaczymy również między innymi Jacka Braciaka jako hrabiego Tomasza Łęckiego, Tomasza Adamczyka jako barona Krzeszowskiego oraz Magdalenę Cielecką jako Wąsowską. Te postacie zdecydowanie warto obserwować.
Sandra Drzymalska i Tomasz Schuchardt sprawili, że mam ochotę obejrzeć inne produkcje, w których grali. Czy sięgnę jeszcze kiedyś po książkę Bolesława Prusa? Nie. Czy usiądę ponownie do netflixowej wersji „Lalki”? Jest duże prawdopodobieństwo, że tak. Bardzo podoba mi się to, że twórcy tak drastycznie odeszli od pierwowzoru, dzięki czemu serial jest zaskakujący. Bardzo chciałabym zobaczyć inne dzieła polskich pisarzy w takim wydaniu. Wszyscy chyba się ze mną zgodzą, że serial jest kontrowersyjny, ale to właśnie to podoba mi się w nim najbardziej.
Dziękujemy Netflixowi za dostęp do serialu. Platforma nie miała wpływu na treść tekstu.
Tekst pierwotnie opublikowany na Serialomaniak.com

