„Superman” Byrne’a
O „Superman” Byrne’a krąży wiele pochlebnych opinii. Sądzę, że trudno będzie mi dodać coś nowego. Nie mam co jej zarzucić, tylko chwalić.
W kolekcji DC otrzymaliśmy miniserię (14 tom) i jej dalsze ciąg w tomie 67. Całość tworzy spójną, obszerną opowieść, przedstawiającą rozwój kariery Supermana – od pierwszych kroków w Smallville na boisku futbolowym, aż po konfrontacje z nowymi przeciwnikami w Metropolis m.in. Luthor, Darkseid czy debiutujący Metallo i Bloodsport.
Byrne umiejętnie korzysta z klasycznych motywów, przedstawiając je w odświeżonej, epizodycznej formie (co rozdział poznajemy nowy fakt z przeszłości postaci, a geneza Kryptońska przybiera mroczniejszy kształt i świadome działanie rodziców Kal-Ela). Każdy rozdział to oddzielna historia, ale utrzymana w jednolitym stylu i wspólnych elementach, tworząc poczucie ciągłości (np. postacie przewijające się przez historię). Autor znalazł złoty środek w luźnej narracji, płynnie przechodząc między życiem Clarka a Supermana i kreatywnie wykorzystując zdolności eSa, aby ukazać lekkość i przyziemność – od walk niebezpiecznymi łotrami po prostą pomoc mieszkańcom Metropolis np. dostarczenie ich do szpitala. Scenarzysta poświęca również wystarczającą uwagę na dokładne wyjaśnienie poszczególnych elementów i relacji (np. sensu wykorzystania mocy w dany sposób), co przekłada się na spójną i kompletną historię bez przypadkowości i niedomówień.
Wyjątkiem od reguły jest historia rozgrywającą się na Apokalips. Kosmiczna opowieść o wojnie domowej opiera się na manipulacji faktami, zdradach oraz prowadzeniu gry na kilku frontach. W rezultacie historia staje się interesująca sama w sobie, nawet bez spektakularnych akcji i nadużywania mocy ze strony bohaterów, a rozwiązania i decyzje bohaterów zaskakują nieprzewidywalnością.
Byrne jest równie utalentowym rysownikiem, co scenarzystą. Dowodem na to są jego dopracowane i przejrzyste ilustracje, które zachowują naturalne proporcje i mimikę postaci niezależnie od przedstawianej sytuacji. Jego obraz żyje na każdym kroku, a projekty postaci są jednocześnie proste, co oszałamiająco dopracowane.
Miarą komiksu jest jego trwałość. Historia Byrne’a, która rozpoczęła się w drugiej połowie lat 80., wciąż pozostaje świeża, aktualna i jest często wskazywana przez fanów jako idealny punkt wejścia w historię Supermana. Całkowicie się z tym zgadzam.

