DC K.O. #2 (Opis, opinia) – Dobrze i niedobrze
Kolejna część turnieju „DC K.O” za nami!
Opis komiksu
Tak w dużym skrócie: druga runda polegała na szukaniu ukrytych artefaktów (pieścienie mocy, jad Bane’a, pierścień z mocą speedstera, ogólnie rzeczy bohaterów DC) po arenie – 16 wojowników, którzy odnajdą po jednej rzeczy, przejdą do kolejnej rudny, a pozostała szesnastka „zginie”. Wszystko sprowadza się do battle royalu, w którym dzieje się wszystko: od Luthora z czarnym pierścieniem mocy, który wskrzesza gigantyczne, przerażające bestie; po Jokera z pasem Atoma, dzięki któremu przewyższa Gigantę i zgniata ją, a następnie zjada dwójkę uczestników; kończąc ma Lobo z jadem Bane’a, dzięki któremu rozrywa Starro.
Opinia komiksu
I szczerze mówiąc… za cholerę nie wiem jak ocenić jego przebieg turnieju. Z jednej strony fajnie czytało się, bo to czyste szaleństwo sprawdzające się w ramach fanowskiej rozrywki, w którym wszystko było dozwolone – Snyder pozwolił sobie na mnóstwo przekraczania granic (no jakbym czytał fanfika momentami), które na co dzień nie miałyby prawa bytu (no badassowy był moment, w którym Joker zgniata i zżera zawodników!), a zwięzłe podejście do tematu działa jako chaotyczna narracja adekwatna do koncepcji BR (no i broni się jeśli chodzi o takie ukazanie walki zamiast pełnoprawnego rozpisywania 1vs1 każdemu z osobna) i co najważniejsze jest to rąbanka z prawdziwego zdarzenia (powyżej moich oczekiwań).
Z drugiej strony czuję się… oszukany? Na pewno „rozczarowany” byłby nieodpowiednim słowem. Totalnie z dupy była drabinka zawodników, którą DC „reklamowało” przed startem turnieju, bo nie mamy tutaj starć 1vs1, a każdy na każdego więc zapomnijcie o „Superman vs Giganta” skoro Jokera ją zgniata stopą; „Starfire vs Joker” czyli Carol nie walczy z Jokerem, który zajął miejsce Batmana, a z Luthorem bo ma czarny pierścień mocy; zapomnijcie o starciu „Red Hood z Damianem” (Damiana w ogóle nie widać podczas tej rundy). Po #2 można do kosza wyrzucić rozpiskę, a za pewniaka zwycięzcę przyjąć Supka, który tak się doładował w tej rundzie, że cholera… No i trzeba przymknąć okiem na płaskie tło wydarzeń, bo słowem nie jest wspomniane skąd artefakty bohaterów „od tak” są rozwalone po bóg wie gdzie, głębiej analizując fabułę można dostrzec więcej bezsensów/naciągnięć, na które świadomie przymykam okiem, bo dawały mimo wszystko czysty fun, którego czasem potrzebuję w takiej ilości.
Ah… no i końcówka dobra! Spoko działa motyw szpiega, sieje porządną intrygę, po której idzie sądzić, że turniej mimo wszystko nie przebiegnie zgodnie z założeniami (może i zwycięzcą zostanie Superman, ale będzie drugie dno, które NA BANK będzie wstępem do kolejnego wydarzenia o podobnej skali).

