Liga Sprawiedliwości tom 6: Liga Niesprawiedliwości

Recenzja może zawierać spoilery

Żadna z grup bohaterskich nie przeżyła tyle na przestrzeni lat, co Liga Sprawiedliwości za czasów New52. Bohaterowie stawili czoła Władcy Apokalips, armii Atlantydy, Syndykatu Zbrodni z alternatywnej ziemi. Po miesiącach ciężkich starć przyszedł czas na chwilę wytchnienia i zgarnięcia słów pochwalnych. Geoff Johns zdobył sympatię fanów dotychczasowymi tomami Ligi Sprawiedliwości. W tym i moją. Jak prezentuje się szósta część przygód?

„Liga Niesprawiedliwości” została podzielona na dwie części Pierwsza część koncentruje się na postaci Lexa Luthora, bohatera, który powstrzymał bezwzględny Syndykat Zbrodni. Lex zgarnia zaszczyty i domaga się swojej zapłaty. Jest nią dołączenie do szeregów Ligi Sprawiedliwych. Druga część opowiada o zmaganiach Ligi Sprawiedliwych z zabójczym wirusem Amazo, producentem którego jest Luthor. Sytuacja jest o tyle gorsza, iż wirus infekuje znaczną część bohaterów.

Istotnym punktem historii jest Lex Luthor. Bohater od ponad 75 lat uznawany jest za największego przeciwnika Supermana. Każda z postaci przechodzi pewne metamorfozy na przestrzeni lat. Najlepszym tego dowodem jest Lex. Od kilku lat zacierana była jego granica przestępczości. Autorzy zaczęli ukazywać go z zupełnie innej strony. Motywy jego działalności zaczęły przybierać pozytywne światło. Nie do końca można było go nazwać „tym złym”. Forever Evil zrobiło z Lex’a bohatera, który w najczarniejszej godzinie potrafił zrzeszyć pod swoje skrzydła kryminalistów, aby ruszyć z nimi na ratunek swojego domu. Punktem kulminacyjnym metamorfozy Luthora jest szósty tom od Geoffa Johnsa. Luthor nie jest dłużej zły. Przechodzi na dobrą stronę mocy. Świat uznaje go za bohatera. Jego intencje stają się jasne i uzasadnione. Jego zapał nie jest oczywisty w oczach Ligi Sprawiedliwych, którzy nadal pamiętają jego przestępcze doświadczenie.

Przemiana Luthora jest niezłym motywem do ukazania relacji między członkami Ligi Sprawiedliwych. Geoff przedstawia silną więź Batmana, Supermana i Wonder Woman, którzy mogą liczyć na siebie nawzajem. Podobna sprawa tyczy się więzi Alfreda i Bruce’a. Wydaje mi się, że Geoff ukazał kolejny etap zawięzienia ich relacji emocjonalnej.

Luthor nie jest najważniejszym punktem historii. Uważam, że na szczególną uwagę zasługuje bohaterka, która zadebiutowała w tym albumie. Mowa rzecz jasna o Jessica Cruz, która została powiernikiem Power Ringa z alternatywnej ziemi. Jej wątek był dla mnie dużo ciekawszy, niż postawienie Luthora w dobrym świetle. Jessica nie przyjmuje nowego brzemienia z radością. Od samego początku autor ukazuje jej bezsilną walkę ze strachem, który chce ją zniszczyć. Może liczyć na wsparcie ze strony bohaterów. Ich doświadczenie jest niezbędnym elementem układanki, który może ją wyrwać z objęć zatracenia. Za serce chwycił mnie kluczowy moment sceny Jessicy i Batmana. Nie chcę zdradzać za wiele, ale czytając, na pewno będziecie wiedzieli o co chodzi.

Wyżej omówieni bohaterowie to szczególne elementy pierwszej historii. Nie zapominajmy o drugiej części – wirus Amazo. Historia, która od samego początku jest interesująca i dynamiczna. Nie do końca został wykorzystany jej pełen potencjał. Mogła zostać znacznie lepiej rozbudowana. Trochę za szybko dobiegła końca, lecz podczas jej lektury nie mogłem narzekać na chwilę nudy. Szczególnie w momencie, kiedy wirus dotyka Batmana, a ten otrzymuje super-moce. Możecie zgadywać, jaki dar lub przekleństwo otrzymała legenda Gotham.

Minusy? Doom Patrol. Cieszę się, że grupa nie została zapomniana w New52, lecz ich rola była stanowczo za mała. Autor nie do końca przemyślał kwestię poprowadzenia ich wątku. Zapowiadało się ciekawie, a niestety wyszło, jak wyszło, czyli za krótko.

„Liga Sprawiedliwości: Liga Niesprawiedliwości tom 6” to kawał grubego tomu, po który warto sięgnąć z kilku powodów – Rysunki przykuwające oko, przemiana Luthora, debiut Jessicy – to tylko kilka nich. Tom jest miłym wytchnieniem po ostatnich przejściach. Niestety musimy uzbroić się w cierpliwość.  Na kontynuację musimy zaczekać do przyszłego roku, ale uwierzcie, że będzie warto. „Darkseid War” nadciąga 😉

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarzu recenzenckiego.
 

Komiks możecie bezpośrednio zakupić w internetowym sklepie Egmontu