Flash: Inwazja Goryli

Flash: Inwazja Goryli

Recenzja może zawierać spoilery

Trzeci tom przygód Barry’ego wylądował na półkach sklepowych. Poprzednie odsłony pozytywnie nastawiły mnie do całości serii. Manapul i Buccellato wykonali kawał dobrej roboty. Czy dobry poziom scenariusza i rysunków został utrzymany w najnowszym tomie?

Przed Barry’m prawdziwe wyzwanie. Nasz bohater musi stawić czoła armii Goryli, która ni stąd, ni zowąd, przystąpiła do podboju Central City. Jednak miaso nie jest prawdziwym celem najeźdźców pod rządami króla Grodda. Celem małpiego władcy jest Barry i jego speedsterskie moce. Wydawać by się mogło, że Grodd nie stanowi prawdziwego wyzwania dla najszybszego człowieka na świecie? Otóż bylibyście w ogromnym błędzie. Telepatyczne zdolności to nie jedyne umiejętności goryla jakimi wykazuje się na przedmieściach Central City. Przeciwnik, podobnie jak Barry, posiada moce Speed Force, będąc tym samym w stanie dotrzymać kroku głównemu bohaterowi.

Kiedy bohater jest w rozpaczliwej sytuacji, nadchodzi czas na nieoczekiwanych sojuszników. Tak też i oto się stało w tym tomie. Z jedną, malutką różnicą. Od samego początku Barry otrzymuje wsparcie ze strony Rogues. Współpraca jednak nie przebiega na miarę złotego medalu. Pomoc Flashowi doprowadza do wielu spięć między członkami kryminalistycznej grupy. Jedni są zdecydowani na obronę własnego miasta, drudzy natomiast chcą wykorzystać okoliczności do własnych korzyści. Zarówno materialnych, jak i fizycznych.

Na pierwszy rzut oka fabuła może wydawać się zbyt przewidywalna. Armia goryli, przerażone i bezradne społeczeństwo, grupa bohaterów na przeciw armi najeźdźców. Niech Was to jednak nie zraża do lektury. Akcja non stop przybiera na dynamice, niekiedy na prawdę zaskakując obrotem spraw. W całosci nie zabrakło kilku niedopracowanych lub zbędnych wątków min. pewnej gorylicy, w okół której był plan zbudowania czegoś większego, a jednak jej obecność została streszczona do dosłownie kilku stron. Wybaczcie, że nie podałem jej imienia, ale szczerze mówiąc nie przykułame wagi do jej obecności.

Na szczególną uwagę zasługuje pewien poboczny wątek, który w kolejnym tomie zapewne będzie odgrywać główne skrzypce – mowa rzecz jasna o debiucie nowego speedstera, Rivala. Niech nie zmyli Was jego nazwa. Nie ma ona za wiele wspólnego z serialowym odpowiednikiem, którego ujrzeć mogliście na początku trzeciego sezonu The Flash. W komiksie zupełnie inna postać skrywa się pod czarno-czerwonym strojem sprintera. Postać ma potencjał i liczę, iż twórcy dobrze wykorzystają jej możliwości. W dotychczasowych tomach nie zadebiutował żaden speedster poza Barry’m. Najwyższy czas, aby rzucić głónwego bohatera na głęboką wodę. Najlepiej zrobić to poprzez postać dorównującą mu umiejętnościami 😉

O rysunki możecie być spokojni. Francis Manapul jest dalej w dobrej formie. Szkice utrzymują wysoki poziom, a odpowiednio dobrana kolorystyka czyni je atrakcyjną pożywką dla oka. Wielokrotnie zatrzymywałem przy nich wzork na dłużej. Francis wie jak wydłużyć czas przy jego dziełach.

“Flash: Inwazja goryli” to lektura warta uwagi. W szczególności dla fanów czerwonego speedstera. Niejednokrotnie poczujecie gęsią skórkę. Zdrowie głównego bohatera niejednokrotnie zawacha się na szali życia i śmierci, a rozstrzygnięcie głównego konfliktu usatysfakcjonuje Was. Uważam, że warto sięgnąć po ten tom, chociażby ze względu na Grodda. Jest to najlepsza przygoda z jego udziałem, w której meta-goryl stanowi prawdziwe zagrożenie dla Flasha. Cóż.. kolejny tom przygód zapowiada się jeszcze ciekawiej. Przeciwko sobie stanie dwoje speedsterów. Chyba nie muszę zachęcać do kupna kolejnego tomu? 😉

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarze recenzenckiego.
Komiks możecie bezpośrednio zakupić w internetowym sklepie Egmontu