Transmetropolitan tom 4

Egmont i odpowiadający za komiksową stronę wydawnictwa Tomasz Kołodziejczak obcięli “DC Odrodzenie” lecz nic nie wskazuje na to, że podobny los spotka tytuły z Vertigo, a racze DC Vertigo. Do oferty doszły bowiem kolejne tytuły: “Hellblazer” Briana Azzarello, a dalej Gartha Ennisa i Warrena Ellisa, “Promethea” Alan Moore’a i “Doom Patrol” Granta Morrisona. Tymczasem pojawił się przedostatni tom “Transmetropolitan”. Najbardziej dynamiczny z całej serii i wprowadzający szereg zmian przed wielkim finałem, zapowiedzianym na sierpień.

Krótkie przypomnienie z poprzednich albumów. Pająk Jeruzalem wraca do Miasta po kilku latach nieobecności, gdy porzucił je zmęczony sławą, polityką i powszechnym zidioceniem społeczeństwa. Wraca jednak przynaglony zobowiązaniami zawodowymi i trafia wprost w wir wydarzeń, wśród których najistotniejsza jest kampania prezydencka. Naprzeciw siebie stają konserwatywny i skorumpowany urzędujący prezydent zwany przez dziennikarza Bestią oraz liberalny i skrywający swe podejrzane intencję Gary Callahan. Jeruzalem nie należy do grupy żurnalistów, którzy przyklaskują jednej opcji politycznej, z równą siłą atakując obie strony. A niewybredny, brudny, ale jakże adekwatny wobec nich metodami. Ostatecznie na fotelu prezydenta zasiada drugi z wymienionych kandydatów i od tego momentu zaczyna się walka między głową państwa a Pająkiem. Ten nadepnął mu bowiem solidnie na odcisk, ale i Callahan pokazał, że nie należy do głupawych politycznych karierowiczów. W międzyczasie Warren Ellis poruszał wiele spraw natury społecznej, politycznej, religijnej i filozoficzne, czasami zapuszczając się nawet na szerokie pola futurologii.

W finale ubiegłego tomu Pająk zwolniony ze “Słowa”, przeszedł do podziemia, co tylko dało mu większą swobodę wyrażania poglądów na temat prezydenta. Kąśliwe felietony na jego temat to jednak nie wszystko. Jeruzalem pisze o tym, co nie znajdzie się na pierwszej stronie poczytnych tytułów. Propaganda sukcesu ukrywająca faktyczne cele i dziecięca prostytucja są tematami, które tym bardziej nieczęsto porusza się komiksach.

Wątpię aby ktokolwiek o zdrowych zmysłach szczerze polubił Jeruzalema. Jest to typ mizogina- geniusza. Dysponuje potężnym intelektem, którego używa niekiedy jak kowalskiego młota, solidnie waląc nim po głowach postronnych, ze wskazaniem na asystentki. Ellis to jednak scenarzysta, który nie boi się rozwinąć swego bohatera. Pająk staje się mniej jadowity. Wciąż jest groźnym typem, lecz pod wpływem szeregu zdarzeń zaczyna zachowywać się bardziej ludzko. Podkreśla to jeszcze ogólny sposób bycia Gary’ego Callahana, który nieprzewidywalnością i tym szczególnym rodzajem skrytego szaleństwa przypomina nieco rzymskich cesarzy.

Czwarty tom “Transmetropolitan” sporo zmienia. Pająk nie jest już tak kąśliwy, a maska uśmiechniętego lidera powoli łuszczy się z gęby Callahana, ukazując jego złowieszcze oblicze. Seria ta stanowi kolejny argument na to, że pozycje DC Vertigo to absolutne “must have” na półce. “Transmetropolitan” nie jest powiązane z głównym uniwersum DC i nic nie wskazuje, aby kiedykolwiek miało być, lecz fani świata Batman i Supermana nie powinni go omijać. Prezentuje on poziom równy “Sadze o Potworze z Bagien” czy “Sandmanowi”. Brudny, uliczny cyberpunk, poruszający istotne tematy, co budzi u mnie lekki niepokój. Seria została już wydana jakiś czas temu, na parę ładnych lat przed erą social mediów i innych przymiotów współczesności. Mimo to doskonale opisuje problemy teraźniejszości, a nawet wybiega w przyszłość. Nie nazbyt futurystyczną, lecz boleśnie realną. Piąty i finalny tom ukazać ma się w sierpniu według całorocznej rozpiski Egmontu. Tego samego miesiąca ma wyjść również drugi i ostatni tom “Planetary” tegoż samego autora. Nawet jeśli coś planujecie na wakacje, to namawiam, abyście znaleźli chwilę czasu na te komiksowe sztosy.

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego.
Komiks do nabycia w internetowym sklepie Egmontu.