Komiksy ze Starego Pudła #1: Batman #445-447

Stare komiksy są fascynujące. Często wydaje się nam, że opierają się wyłącznie na klasycznym wizerunku bohaterów, a tymczasem potrafią one zaskoczyć. Za przykład weźmy dzisiejszą historię. Trafiłem na nią szperając w kartonie ze starymi „Batmanami” przeglądając raczej nudne okładki, a sytuacja wyglądała w następujący sposób: Batman ściga, Batman bije, Batman jest bity, Batman na Kremlu, Batman… Czekaj, co?! Marzec 1990; Mroczny Rycerz odwiedza Związek Radziecki! Czy dla fana nieszablonowych fabuł może być coś lepszego?

            „When the Earth Dies!” jest trzyczęściowym thrillerem autorstwa Marva Wolfmana z rysunkami Jima Aparo. Tak jak wspomniałem, większość akcji komiksu dzieje się w Moskwie, gdzie Człowiek Nietoperz pomaga tamtejszym służbom w ujęciu zbuntowanego agenta. Jeśli brzmi to dla was jak debiut KGBeasta to intuicja was nie myli. Zanim omówimy treść tych trzech zeszytów chcę się skupić na okładkach. Zaręczam wam, że jest o czym opowiadać.

            Mimo, że wszystkie grafiki okładkowe są autorstwa Briana Bollanda, to nie trzymają równego poziomu. „Kremlowa okładka” jest w porządku. Wieże są pełne szczegółów. Choć Batman zastygł w dziwnej pozie między szybowaniem a spadaniem także prezentuje się nieźle. Wygląda to nawet lepiej, gdy zestawi się tą i kolejną okładkę. „Batmana” #446 „zdobi” wykonana na szybko ilustracja walki Nietoperza z przestępcą z ogromnym portretem Lenina w tle. Szczegóły i cienie są bardzo niedbałe, o brzydkim kolorowaniu nie wspomnę. Niesamowite jest to, że okładka do kolejnego numeru to prawdziwe arcydzieło. To oklepana pierwsza strona dziennika, ale efekt końcowy jest miażdżący. Rysunki Bollanda świetnie prezentują się w czerni i bieli. Do tego podoba mi się pomysł z wypełnieniem okładki spójnym tekstem w języku rosyjskim. Doceniam też smaczek w postaci umieszczenia portreciku Batmana z lat 50. na odznace z Rewolucją Październikową. To genialna okładka i dziwię się, że została zapomniana.

            Osobiście mam duży problem z tą historią. „When the Earth Dies!” jako koncept to ciekawy pomysł na fabułę, gdzie Batman musi działać w obcym, nieprzyjaznym środowisku. Problem tkwi w wykonaniu. Całość opowiada o renegacie używającym pseudonimu NKWDemon, uczniu KGBeasta. Fanatyczny komunista chce pomścić śmierć mentora i zawrócić ZSRR z drogi współpracy ze Stanami Zjednoczonymi. W tym celu praktycznie kopiuje on plan z zabijaniem osób, które w mniemaniu mordercy są zdrajcami Związku Radzieckiego. Nie działa on jednak w USA, a w swoim kraju i to Batman udaje się na jego teren. W ten sposób, z drobnymi różnicami, Marv Wolfman skopiował historię Jima Starlina sprzed paru lat.

            Co jeszcze jest tu poprowadzone źle? NKWDemon. Zacznę od jego planu. Kopiowanie planu Beasta można uznać za jakąś formę uhonorowania mentora. Ale jeśli ma być to pomszczenie jego śmierci, czemu na liście nie ma ludzi, którzy się do niej przyczynili: Jima Gordona czy właśnie Batmana? Demon nie rozważał nawet zmierzenia się z Nietoperzem. Mówi wprost, że heros jest tylko przypadkową przeszkodą na drodze do celu, ale jednocześnie zaznacza, że zabicie go jest częścią zemsty.

            Do tego strój Demona to też wyraz niekonsekwencji. Ten psychopata to fanatyczny komunista i jak to było z komunistami, prawdopodobnie jest ateistą. Diabeł jako koncept nic dla niego nie znaczy, ale dlaczego zestawia swój „święty symbol” sierpa i młota z brzydką i przerażającą maską szatana, Pana Zniszczenia, Gwiazdy Zarannej itd.? Nawet jako ateista musi być on świadom negatywnej symboliki demonów. Dlaczego zatem przekonany o swoim patriotyzmie wybiera na swój znak rozpoznawczy coś uznawanego powszechnie za czyste zło? W ten sposób cała historia wykłada się na kreacji złoczyńcy, który jest pryzmatem, przez który patrzymy na resztę elementów komiksu. Czy zmagania bohatera ze skończonym idiotą mogą być ciekawe?

            Pan Wolfman pokusił się także o komentarz społeczny i polityczny. Na fali popularności filmu Tima Burtona w komiksie pojawia się postać reporterki Vicki Vale. Jej wątek zazębia się z przykrywką Brusa Wayne’a, który w przerwach od ścigania terrorysty szuka okazji do zainwestowania kapitału w radziecki przemysł. Reporterka jest w trakcie tworzenia materiału o reformach prowadzonych przez Michaiła Gorbaczowa. Wierzy, że koniec Zimnej Wojny to nie tylko szansa, ale i konieczność dla ludzkości, jeśli ta nie chce wymrzeć w czasie wojny atomowej. Szkoda, że ta myśl ginie w natłoku akcji, z kolei sama Vicki pojawia się w ciągu historii tylko kilka razy.

            Nie ma co się tutaj rozwodzić nad warstwą graficzną. Jim Aparo to jeden z najlepszych rysowników pracujących nad Batmanem kiedykolwiek. Sceny akcji wypadają w jego wykonaniu dynamicznie i bardzo zgrabnie, a mimika postaci to osobna litania pochwał. Recenzuję autentyczne, trzydziestoletnie zeszyty więc razem z ta beczką miodu dostaję łyżkę dziegciu w postaci słabego kolorowania. Mogę to wybaczyć; to kwestia ówczesnej technologii druku i jakości papieru w zeszytach po parę groszy sztuka, a nie część omnibusa, po którym mam prawo wymagać wysokiej jakości.

            Zastanawiałem się, czemu TM-Semic nie pokusił się o publikację tej historii, choćby dla przykuwających uwagę okładek i nagłówków w stylu „Mroczny Rycerz w Moskwie”. Chyba znam odpowiedź. Wydawane wówczas w Polsce fabuły od Alana Granta i Norma Breyfogle’a były o niebo lepsze od walki z NKWDemonem. „When the Earth Dies!” to przyzwoita historia pod względem wizualnym, niestety fabuła leży. Nie chodzi tu wyłącznie o kopiowanie historii sprzed lat, ale także o kreację pożałowania godnego złoczyńcy. Wielka szkoda; mógł być z tego klasyk od uznanych twórców a dostajemy ledwo ciekawostkę ze zmarnowanym potencjałem.