Doom Patrol tom 3

Ciesze się, że DC i Marvel zalewają nas każdego roku ogromną ilością seriali i filmów opowiadających o przygodach stworzonych przez nich postaci. Niezależnie od sukcesów poszczególnych produkcji, wzrasta ilość komiksów na polskim rynku. Popularność serialowego “Doom Patrol” zaowocowała wydaniem przez Egmont pełnego runu Morrisona. Dwa pierwsze tomy skradły moje serce. Czas pożegnać się z serią. Otóż na półkach wylądował trzeci i zarazem ostatni tom.

Historia kontynuuje wątek zapoczątkowany w finale 2 domu. Mr Nobody zaczyna kampanie prezydencką. Dawny przeciwnik Doom Patrol podróżuje po świecie ze swoją zwariowaną ekipą, obiecuje złote gruszki i w zastraszająco szybkim tempie zdobywa głosy. Doom Patrol, a konkretniej Cliff, jest zrozpaczony tym co się wyczynia i postanawia zrobić tu porządek. Pech chciał, że drużyna dziwaków rozsypała się z różnych powodów i musi radzić sobie na własną rękę. Historia jest bardzo zwariowana i stanowi świetną parodię na podłożu politycznym ukazując kuriozalne podejście w kampaniach prezydenckich. Niestety historia jest dość krótka. Spodziewałem się znacznie dłuższego wątku mając na uwadze zarysowanie sytuacji w poprzednim tomie i reklamowanie nią trzeciego.

Trzeci tom “Doom Patrol” utrzymuje schemat poprzednich wydań. Grube tomisko w twardej oprawie zawierające około 15 zeszytów. Morrison nie zwalnia z hamulca i po kampanii prezydenckim Mr Nobody nasi bohaterowie muszą stawić czoła zabójczemu Świecznikowi oraz komuś z drużyny. Morrison ani na trochę nie zwalnia tempa. Non stop bombarduje nas masą akcji. Historia sama w sobie jest porywająca ale szybkie tempo może zmęczyć czytelnika.

Bardzo podobało mi się konsekwentne budowanie wątków. Styl Morrisona charakteryzuje się niebanalnymi pomysłami, dosłownie oderwanymi od rzeczywistości. Co rzuci Wam się w oczy to fakt, że nic dotychczas nie działo się bez powodu. Morrison wielokrotnie cofa się do wcześniej wprowadzonych wątków, aby z nich coś wynieść i rozkręcić to na nowe tory. Najlepiej obrazuje to historia Doroty, Negative Mana oraz Szalonej Jane. Gdybym miał kręcić nosem to zrobiłbym przy wątku Negative Mana. Nie podważalnie Morrison postawił krok milowy w rozwoju postaci ale wydaje mi się, że zabrakło w tym ikry wywierającej opad szczęki u czytelnika. Kilkukrotnie Rebis pojawia się, znika, pojawia się i tak w kółko. Ostatecznie prowadzi to do czegoś ale całość nie jest nazbyt ciekawa.

Komiks został zakończony zeszytówką “Doom Force”, która jest swego rodzaju parodią “X-Force”. Historia nie była zbyt ciekawa ani zjawiskowa. Uważam ją wręcz za zbedną. Lepszym zakończeniem runu Morrisona byłoby usunięcie jej.

Głównym rysownikiem, tak jak poprzednio, jest Richard Case. Arysta prezentuje typowy styl na tamte czasy świetnie ukazując dynamikę. Jeżeli polubiliście prace Case’a z poprzednich tomów to będziecie ponownie zadowoleni.

“Doom Patrol” Morrisona jest świetną pozycją po którą warto sięgnąć. Masa zwariowanych pomysłów, które na długo pozostaną w Waszych głowach. Nie bez powodu Morrison otrzymał za to nominację do nagród Eisnera, a pierwszy sezon serialu “Doom Patrol” czerpał garściami z tego materiału. Cieszę się, że w ostatnim czasie aż tyle pozycji Morrisona ukazuje się na polskim rynku (Doom Patrol 1-3, Multiwersum) i na tym nie koniec. Zacieram ręce po Animal Mana!

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego. Komiks możecie nabyć w internetowym sklepie Egmontu.