Harley Quinn tom 5: Głosuj na Harley

Nie jestem fanem komiksowych przygód Harley. Nie przemawia do mnie chęć portretowania jej na żeńską i konkurencyjną wersję Deadpoola. Komiksy z nią omijam szerokim łukiem. Zaglądam do nich tylko po to, aby nacieszyć oczy niezłymi rysunkami. Przełamałem się jednak do ostatniego tomu. Czy było warto?

Akcja rozgrywa się w Nowym Jorku. Za chwilę odbędą się wybory na nowego burmistrza, a Harley Quinn jest jednym z kandydatów. Sytuacja nie do końca podoba się aktualnemu burmistrzowi, który zamiast popracować nad swoim programem wyborczy, woli działać jako gangster. Wykłada karty na stół, wzywa posiłki i spina pośladki, żeby zniechęcić Harley do kandydowania.

Historia miała całkiem niezły potencjał, który został zmasakrowany przez duet Connera i Palmiottii. Poważniejszy ton w ich finalnym komiksie wyszedł by na dobre całości ale za to kolejny raz otrzymaliśmy masę: nieśmiesznych żartów, kiepsko prowadzonych postaci, naiwnych romansów, głupich i naciąganych rozwiązań pisanych na kolanie (kule odbijające się od bomb, no brawo) ścian płytkich i mało ciekawych dialogów, które czytelnik w większości pominie, chyba że chce spędzić nad nimi pół wieczora. Komiks utrzymuje ten sam poziom co poprzednie tomy. Jeżeli je czytaliście to dokładnie wiecie, czego złego spodziewać się po “Głosuj na Harley”.

Pozytywów w finałowym tomie szukać możemy z lupą w ręku. Coś tam się znalazło ale nie było tego dużo. Podobało mi się podejście Harley do budowania programu wyborczego. Dość praktyczny sposób, który przydałby się wielu politykom z prawdziwego świata. Małżeństwo scenarzystów bardzo fajnie podeszło do zarysowania wewnętrznej traumy bohaterki po pewnym biegu wydarzeń. To tyle jeśli miałbym wymieniać udane rzeczy od scenarzystów.

Bez zastrzeżeń mogę wypowiedzieć się o stronie graficznej komiksu. Masa kolorowych i dynamicznych rysunków, które są miodem dla oczu. O ile fabuła i ściany głupich dialogów zrażają mnie w tej serii od czasów New52, o tyle lubię przyglądać się komiksowi od strony graficznej. Przez tytuł przewijają się różni artyści, którzy świetnie czują się w klimatach. Cóż… Może dlatego, że mogą pozwolić sobie na dosłownie wszystko, a i tak będzie to lepsze od fali złych rzeczy wypływających z komiksu?

Jeżeli nie musicie to odradzam Wam sięgnięcie po ten komiks. Nie jest to dobra pozycja, którą będziecie zachwalać po przeczytaniu czy szpanować w towarzystwie, że ją znacie. Zarówno z tego tomu, jak i poprzedniego, nie płynie nic wartościowego, co uczyniłoby Harley “fajniejszą”. Komiks broni się wyłącznie od strony graficznej, tyle. Lepiej wydać te pieniądze na jakąkolwiek pozycje z Suicide Squad lub Batmanem, gdzie pojawia się Harley. Nawet krótki gościnny występ Quinn w tych seriach będzie lepszy niż to co dostaniecie od Palmiottiego i Conner.

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego. Komiks możecie nabyć w internetowym sklepie Egmontu.