Łasuch – Recenzja 1 sezonu

Łasuch” jest cudowny i polegam go każdemu z Was!

Na wstępie zaznaczę, że nie czytałem komiksu. Pi razy oko wiem, o co chodzi w komiksie. Niestety nie miałem jeszcze czasu, żeby go przeczytać. Stąd brak mi odniesienia, żeby powiedzieć na ile jest to prawilna adaptacja.

Brak znajomości komiksu nie sprawiał mi problemów, żeby siąść do serialu. W końcu mówimy o serialu będącego na podstawie komiksu DC/Vertigo. Produkcja od samego początku urzekła mnie klimatem. Z jednej strony ciężkie postapo, tematem nieco zbliżonym do naszej obecnej sytuacji na świecie, z drugiej bajeczna, cukierkowata opowieść, która jest lżejsza niż się zapowiada po pierwszych minutach. Serial jest cudownie nakręcony – świadczą o tym piękne pejzaże, klimatyczne ujęcia, wręcz malownicze, a całość podkreślana dobrze dobraną muzyką. Rozpływałem się wielokrotnie samymi widoczkami, a to raptem jedna zaleta w ich morzu, których wszystkich i tak nie wymienię, żeby nie psuć Wam serialu.

Historia jest przemyślana i dobrze opowiedziana. Dwa główne wątki, wspierane kilkoma poboczniakami wprowadzające różne postacie, wszystko, a raczej większość z nich, łącząca się w pewnym momencie. Nie dostrzegłem niedopowiedzeń czy naciąganych zwrotów. No ok, było kilka scen, na które przymykało się oko – broniły się one same w sobie, wystarczyło na chłodno przemyśleć fakty i wlała, wszystko jasne. „Łasuch” jest jedną z ciekawiej napisanych historii serialowych, które oglądałem w ostatnim czasie. A już na pewno stworzonych przez Netflix.

Obsada jest dobrze dobrana. Uzdolnieni aktorzy z przewagą najmłodszych, którzy potrafią odtworzyć, co scenariusz im każe. Casting głównego bohatera jest na tyle słodki, że topi serce. Oczy miałem wilgotne, gdy spotkały się dwie największe słodycze tego serialu – raczej domyślicie się, o co mi chodziło.

Zanim przejdę do krótkiego akapitu wad, jeszcze słowem o największym plusie serialu – relacja tytułowego Łasucha z Jepperdem. Matko jedyna, to była tak dobrze napisana relacje, rozwijająca się naturalnie, że od pierwszego odcinka kibicowało się im. Ojciec-syn (niedosłownie) pełną parą, gdzie oboje postępowali zgodnie z ich charakterami, uzupełnili się, no i nie ma niczego, do czego mógłbym się przyczepić. Jeden z moich ulubionych duetów aktorsko-serialowych.

Wady? Jest tylko jedna rzecz, która mnie nie pasowała. Casting Singha, jak i cały jest wątek. Raz, że nie mogłem patrzeć na aktora (jego mimika niejednokrotnie sugerowała mi – hehe, co ja tu robię?), dwa, że wątek był diabelsko nudny (ważny ze względu historii, wyjaśniał całą otoczkę pandemiczną, ale nadal nudny dla mnie).

Jaram się „Łasuchem”. Świetny serial na podstawie komiksu DC. Polecam go każdemu z Was, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście. Serial nie jest za długi, więc na spokojnie go wciągniecie w moment. Odłóżcie wszystko na bok, wyłączcie Facebooka oraz MS, i siadajcie do serialu!