Liga Sprawiedliwości. Do was należy zemsta. Tom 6

Macie już dość afer około kryzysowych? Przejadł Wam się Metal i dalszy wątek z Perpetuą? Zatem powinniście skierować wzrok na nowy rozdział w życiu JL, pisanej przez Venditti’ego, odcinającego się od dotychczasowych spraw na rzecz przyziemniejszych konfliktów. Czy zmiana podejścia wyszła na plus?

“Do was należy zemsta” dzieli się na dwie główne historie. Pierwsza z nich stawia tytułową Ligę w konflikcie z Eradictatorem stawiającego za cel przywrócenie rasy kryptońskiej na ziemi. Ciężki bój, w którym bez magii ani rusz. Kolejna historia również liznęła tematy magiczne – z Tartaru uciekają mrożące krew w żyłach bestie, a ludzie zaczynają kipieć do siebie wzajemną nienawiścią, wyrzucają wszelkie żale, nawet wśród członków JL. Kto lub co jest źródłem zaistniałych problemów? Odpowiedź kryje się za bramą tartaru strzeżoną przez amazonki Hipolity.

Polskie wydanie jest moim drugim podejściem do komiksu. Pierwsze w formie anglojęzycznego wydania, które czytałem na bieżąco wraz z premierami poszczególnych numerów. Nie podobał mi się wtedy run Venditti’ego – historia wydawała mi się mało atrakcyjna i mocno naciągana, żebym miał na dłużej się nią interesować. Drugie podejście całkowicie zmieniło moje postrzeganie – Tematy łykane na raz były spoko. Mnóstwo ciekawej akcji, do tego fajnej integracji między członkami JL, którzy nie działali ani jako wszystkowiedzący, nieomylni spece, ani niepokonani herosi działający na spontanie. Czuć, że każdy członek JL pełni swoją rolę, niekoniecznie się lubią czy zgadzają na wszystko, ale wzajemnie szanują, no i działają w oparciu o jakiś plan najczęściej dyrygowany przez Batmana – powrót do korzeni, dobrych korzeni.

Run Venditti’ego doceniam poprzez zasięgniętych wrogów – Eradicator i Spectre (widoczny na okładce). Postacie zapomniane przez scenarzystów, co było fajną odskocznią do nowych tematów w oparciu o stare postacie, które zostały odpowiednio przedstawione, a ich umiejętności dostosowane do kalibru wyzwania JL. Robert sięgnął po inne znane motywy m.in. Madame Xanadu czy kopanie mitologii greckiej jak Tartar – wszystko na fajnym i wyważonym poziomie.

Ilustratorów mamy trzech. Zbliżone style, momentami ciężko zauważyć różnice. Dobre jakościowo szkice tętniące energią, dynamiką, z efektownymi scenami akcji lub dwustronnymi rozkładówkami. Lubię taki styl rysunków i nie dopatrzyłem się niedociągnięć.

6 tom Ligi Sprawiedliwości czytało mi się przyjemnie i bawiłem się przy niej o niebo lepiej, niż siadając do niej po raz pierwszy według amerykańskich premier. Nie są to wielce ambitne czy nieszablonowe historie, ale przemyślany powrót do korzeni, który był potrzebny jako odetchnięcie po wałkowanej Perpetui, Luthorze i Batmanie, który się śmieje. Ode mnie leci okejka, raczej nie będziecie się nudzić przy tym komiksie.

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego. Komiks możecie nabyć w internetowym sklepie Egmontu.