Nightwing. Rycerz w Bludhaven (Opinia)

Chuck Dixon to mój drugi ulubiony scenarzysta od „Nightwing”, co potwierdza nowy tom kolekcji DC od Hachette.

„Nightwing. Rycerz w Blüdhaven” przedstawia niezłą historię o wojnach gangów bez zasad w Blüdhaven z drugiej połowy lat 90., gdzie Nightwing próbuje zaprowadzić porządek w nowym mieście po opuszczeniu Gotham. Historia pełna jest nieprzewidywalnych zwrotów akcji, dzięki obecności licznych gangsterów o niejasnych intencjach, a nieustanna akcja trzyma w napięciu i nie pozwala się nudzić do samego końca. Szczególnie wyróżniają się widowiskowe i pomysłowe sceny walki z udziałem Graysona. Choć Nightwing świetnie odnajduje się w nowym otoczeniu, brak zaawansowanych umiejętności detektywistycznych wpływa na rozwój fabuły poprzez skromne odnajdywanie poszlak. Dixon umiejętnie zbalansował historię, aby była kompletna – naświetla sylwetki gangsterów, przedstawia brudną stronę Blüdhaven, występuje rozwój głównego bohatera obejmujący prywatne życie i odcinanie się od Batmana.

Główny antagonista jest rozczarowujący. Autor nie wykorzystał w pełni jego potencjału oraz brak mu charyzmy, przez co postać wypada blado i nieciekawie na tle popielniczków. Rysunki również pozostawiają wiele do życzenia – przerysowane kształty, uproszczenia i zlewające się kolory utrudniają czytelność na każdym kroku.