Liga Sprawiedliwości kontra Godzilla kontra Kong (Opinia)

Liga Sprawiedliwości kontra Godzilla kontra Kong„? Jeden z lepszych crossoverów, jakie czytałem!

Liga Sprawiedliwości kontra Godzilla kontra Kong” to najgłośniejszy komiksowy crossover ostatnich lat, którego tytuł zdradza całą fabułę. W świecie superbohaterów pojawiają się kultowe kaiju (oraz inne istoty ich gatunku), które niosą zniszczenie przez przecznice Metropolis, Gotham czy na wybrzeżach Themysciry. Superbohaterowie łączą siły, aby pokonać ich w wyczerpujących walkach.

Crossover oferuje stosunkowo prostą fabułę, która po szybkim, ale przemyślanym wstępie przechodzi od razu do sedna. Superbohaterowie podejmują się walk z kaiju i tu muszę pochwalić twórców, że mieli plan na zaaranżowanie tych starć tak, aby były wyrównane, miały rozmach i nie sprowadzały się do prostego okładania się do wyczerpania. Najlepiej pokazuje to pojedynek Supermana z Godzillą, który był tak wyczerpujący, że inni bohaterowie musieli ratować Kryptończyka. Z kolei latająca bestia w Gotham wymagała specjalnej machiny dla Black Canary, żeby wyrównać szanse. Przykładów jest oczywiście więcej, ale nie zdradzam szczegółów, żeby nie odebrać przyjemności z odkrywania najlepszych pomysłów twórców. Powiem tylko tyle, że jeśli lubicie pojedynki robiące wrażenie, to poczekajcie na starcia w Atlantydzie! Byłem też pod wrażeniem, że twórcy pozwolili sobie na naprawdę sporo w ramach crossoveru. Zwycięzcy walk nie byli oczywiści, starciom towarzyszyły ogromne zniszczenia, a nawet ofiary wśród bohaterów. Z czasem podnosiło to stawkę i poczucie zagrożenia. Zdarzały się jednak wyjątki np. pod koniec żegna się z nami jedna z ważniejszych postaci, a cała scena jest zupełnie pozbawiona emocji, co wynika z problemu, o którym wspominam w przedostatnim akapicie.

Jest to też crossover, który oferuje „coś więcej”. Od pierwszego do ostatniego zeszytu istnieje stawka emocjonalna i osobista dla bohaterów, dzięki czemu tło wydarzeń jest bardziej angażujące. Najlepiej pokazuje to wątek Supermana, którego historia zaczyna się w uczuciowym momencie ważnym dla jego życia, a przebieg walki z Godzillą dodaje jej mnóstwo dramaturgii. I choć na tym etapie można powiedzieć, że niektóre rozwiązania twórców były do bólu oczywiste, to jednak łatwo było na to przymknąć oko. Nawet przy tymczasowych rozwiązaniach było gęsto od emocji, a czytelnik mógł się wciągnąć w sytuację.

Dlatego niewiele brakowało, bym uznał to za crossover idealny. W historii pojawia się mnóstwo bohaterów, ale nie na wszystkich starcza czasu, mimo że początkowo niektórzy sprawiali wrażenie, że odegrają większą rolę np. Toyman podejmuje ważne dla fabuły decyzje, po czym znika bez śladu. Z kolei dwa ostatnie pomysły w serii to masa świetnych rozwiązań, łączących kreatywność i bogactwo obu światów popkulturowych, ale niestety zostały wrzucone w pośpiechu i zabrakło czasu, aby w pełni je rozwinąć np. Kong przejmujący artefakt od jednego z superbohaterów, kapitalny pomysł, przy którym pomyślałem „o kuźwa, dopiero się zacznie!”, a realizacja trwała zaledwie trzy strony, bez głębszego rozwinięcia czy choćby uzasadnienia.

Tam, gdzie scenariusz zawodził, ratowały rysunki. Christian Duce doskonale wizualizuje pomysły Buccellato, dostarczając dokładne, dopracowane w szczegółach ilustracje, które świetnie oddają zarówno cechy scen, jak i rozmach pojedynków. Gra kolorów i świateł w jego wykonaniu sprawia, że wiele kadrów zapada w pamięć i działa jak zatrzymanie w kadrze filmowym. Do dziś, myśląc o tym crossoverze, widzę gigantyczną jaszczurkę pośrodku Metropolis w zachodzącym słońcu i lecącego w jej stronę Supermana (scena jak z najlepszego kina akcji).

Dziękuję Egmont za komiks. Wydawnictwo nie miało wpływu na opinię i tekst.