Batman Detective Comics. Gothamski nokturn – Akt III. Tom 5 (Opinia)
Piąty tom „Detective Comics”? Epickie zwieńczenie runu Rama V!
Trzeci akt „Gothamskiego Nokturna” zamyka sagę Rama V. I bądźmy szczerzy: choć koncepcyjnie to absolutna czołówka historii o Mrocznym Rycerzu, tak przez ślimacze tempo akcji łatwo było przy niej złapać komara. Ale udało się! Dotarliśmy do wielkiego finału, który domyka wszystkie wątki i serwuje tak satysfakcjonującą walkę o wolność Gotham (i pozbycie się rodziny Orgham), że wszystko mu wybaczam.
Zaczynamy z grubej rury, od dalszych losów Batmana, który w poprzednim tomie skończył na szubienicy! Nietoperz toczy wielowymiarową walkę o życie po życiu. Dostajemy tu wszystko: od brutalnych, fizycznych starć, przez psychologiczną podróż w głąb własnej istoty, aż po konfrontację z wrogiem uosabiającym jego własne marzenia. Ten surrealistyczny klimat to gigantyczna zasługa rysownika. Fotorealistyczna, malarska technika tworzy oniryczną atmosferę, która idealnie pasuje do wagi tych wydarzeń.
Z kolei pod nieobecność Batmana ulicami Gotham rządzą emocje, które relacjonują nam Question, Batgirl i Gordon. Scenarzysta genialnie pokazał potencjał tych postaci. Udowodnił ich zawziętość, potężne ambicje i to, że świetnie radzą sobie bez wsparcia Gacka. To właśnie dzięki nim ta historia dojrzała, a budowanie napięcia przed nadciągającą wojną przypominało najlepsze kino gangsterskie. Etap zbrojenia się obu stron był tak gęsty, że dosłownie czuło się w powietrzu ten ładunek i czekało, aż w końcu eksploduje.
I eksplodował! Finałowa bitwa dostarcza epickich wrażeń. Każdy bohater miał tu swoje pięć minut, a wlokące się wcześniej wątki wreszcie ruszyły z kopyta (dostajemy nawet wyjaśnienie zagadki grającej pozytywki z samego początku serii, o której sam zdążyłem już zapomnieć). Jedyny zgrzyt? Sposób, w jaki „sprowadzono” Batmana z powrotem. Powiedzmy sobie szczerze to żaden spoiler, bo przecież nikt nie uśmierciłby go tam na dobre. Jednak sam mechanizm tego powrotu był tak przekombinowany i naszpikowany niedopowiedzeniami, że nawet jak na dziwaczny klimat Rama V, trudno to było logicznie obronić.
Dziękuję Egmont za komiks. Wydawnictwo nie miało wpływu na opinię i tekst.

