Przeznaczenie X: Tom 2 (Opinia)

Drugi tom „Przeznaczenia X”? Rozwój tej serii to czysta poezja!

Wydawałoby się, że ciągnięcie wątku Krakoi przez tak długi czas w końcu zmęczy materiał. Nic z tych rzeczy! Drugi tom „Przeznaczenia X” udowadnia, że scenarzyści wciąż mają asy w rękawie. Ich patent na sukces? Wyciąganie na pierwszy plan bohaterów, którzy dotąd grzali ławkę rezerwowych, i rzucanie ich w sam środek niesamowicie ambitnych historii.

W tej odsłonie swoje zasłużone pięć minut dostaje Forge, który otrzymuje od Cichej Rady misję ściśle powiązaną z dawnym zagrożeniem. Scenarzysta odwalił tu kawał świetnej roboty, wchodząc głęboko w psychikę mutanta. Obserwujemy jego ogromną ambicję, bezkompromisowość, ale i rosnące w głowie wątpliwości, czy cel na pewno uświęca środki? To z kolei rodzi świetne, naturalne konflikty z resztą ekipy. Zwroty akcji? Oczywiście są, ale nie wzięto ich z sufitu. Stanowią logiczne następstwo napięć w zespole i trudnych wniosków, jakie muszą wyciągnąć bohaterowie.

Na ogromny plus zasługuje też opowieść o Broo i buncie jego rasy. Przyznam bez bicia: na początku myślałem, że to strasznie przekombinowany motyw, ale zmieniłem front o 180 stopni, gdy tylko na jaw wyszły prawdziwe powody tego konfliktu. Kapitalnie rezonowało to z samym Broo, ale absolutnym crème de la crème był sposób, w jaki ostatecznie domknięto tę sprawę. Twórcy zaserwowali nam rasowy dylemat moralny w stylu „twarda powinność kontra własne sumienie”. Fenomenalnie rozpisano tu dojrzałość bohaterów i ich gotowość do dialogu, pokazując obiektywizm u tych postaci, po których w życiu byśmy się tego nie spodziewali. Gorąco polecam!

Dziękuję Egmont za komiks. Wydawnictwo nie miało wpływu na opinię i tekst.