„Liga Sprawiedlwiości Zacka Snydera” (opinia po kilku latach)

Nadeszła ta chwila… Pytaliście o to! I jest! „Liga Sprawiedlwiości Zacka Snydera”? Ta wersja powinna trafić do kin.

Zacznijmy od podstawowego pytania – kinowa wersja czy reżyserka? Oczywiście, że reżyserska. Kinowa wersja jest moim koszmarem. Od luźniejszego stylu nie pasującego do kreowanego świata, po humor wpływający negatywnie na debiutujące postacie (np. Barry jako fajtłapa, Aquaman jako wujas świntuszek). Wizja Snydera jest pełniejsza, sensowniejsza, spójna audiowizualnie ze wcześniej wykreowanym stylem, ale nie idealna.

Co podobało mi się w reżyserskiej wersji? Kompletna historia, w której Snyder nigdzie się nie spieszy. Powoli rozwija akcję, tłumaczy kolejno wszystkie elementy, znajduje czas na przedstawienie nowych bohaterów m.in. Steppenwolf jest barwniejszą postacią, jego misja ma głębsze wybrzmienie, ponieważ możemy lepiej poznać jego historię i tragizm. Film jest spójny audiowizualnie, kolejny raz dopracowany pod każdym względem m.in. wrażenie robiły na mnie zespołowe sceny akcji czy moment cofania się w czasie przez Barry’ego (oryginalna wizja, dopracowana pod każdym kątem). Jest więcej czasu, żeby przedstawić bohaterów, ich relacje, co było uzasadnione, ponieważ są to nowe postacie w uniwersum np. możemy lepiej poznać świat Barry’ego Allena i spojrzeć na niego jako całkiem ogarniętego nerda. Zredukowanie humoru (względem kinówki) wyszło filmowi na dobre, ponieważ postacie nie były ogłupiane w bezsensowny sposób np. Barry potrafi podejmować samodzielne decyzje, co dobrze rzutuje na niego jako bohatera (w kinówce pytał Batmana, co ma robić w magazynie, tu obeszło się bez tego). Finał jest odpowiednio podbudowany, potrafi oszałamiać rozmachem akcji, a większa obecność Darkseida jest wisienką na torcie. Film oglądało mi się na tyle dobrze, że nie czułem upływu czasu.

Co nie podobało mi się? Bezsensowna scena z Marsjaninem, któremu zebrało się na rozmowy z Lois, wykorzystując wizerunek Marty. Scena rozwojowa dla relacji Pań, piękna przesłanie, ale tracąca sens, kiedy widzimy Marsjanina, którego cele nie są jasne. Nie podoba mi się motyw muzyczny Wonder Woman, kojarzący mi się z sakralnymi brzmieniami. Snyder nadużywał dźwięku do tego stopnia, że w połowie filmu byłem zmęczony tymi krzykami. Super, że oszczędzono nam humorystyczne sceny, ale szkoda, że dostaliśmy kilka debilizmów jak pamięta scena slow motion Barry’ego z parówkami… Snyder nadużywał slow motion, co widoczne było w scenach walki. Zabieg powinien podkreślam szczególność scen, ale stosowanie go co chwilę powoduje, że film się wydłuża, a niektóre sekwencje tracą na atrakcyjności przez brak dynamiki. No i nie kupuję sekwencji postapo (koszmar, czy jak to zwać, obojętne). Uważam, że scena jest nieuzasadniona fabularnie w danym momencie, do tego niepotrzebnie wydłuża nam długi film – scena lepiej pasowałaby znaczeniem, kiedy pojawiłaby się w przy okazji wskrzeszenia Supermana (jako podkreślenie obaw wynikających z jego możliwego buntu).