Hellblazer tom 1

Egmont zakończył publikację “Hellblazera” spod pióra Azzarello. Wydawca zabrał się za run Gartha Ennisa, który jest obowiązkową pozycją w Waszej bibliotece jeżeli chcecie bliżej poznać Constantina. Dlaczego?

Zawartość pierwszego tomu składa się z dwóch głównych historii i kilku zeszytówek. Każda z historii wprowadza nas w brudny świat magii, gdzie demony są demonami i tylko czyhają aż główny bohater podwinie nogę, żeby pociągnąć go za jaja. Garth Ennis był obecny przy początkach bohatera i dorzucił swoje pięć groszy do rozwoju postaci. Historie najlepiej obrazują przebiegłość maga oraz dbanie o własne interesy po trupach.

Autor nie zapomniał we wszystkich o życiu prywatnych bohatera. Garth świetnie wyważył wątki rozkładając po równo czas poświęcony magii i prywacie Constantine’a. Obydwa światy nie przenikają się co umożliwia złapanie chwili oddechu jeżeli klimat będzie dla Was za ciężki. Uwierzcie, że użycie słowa “ciężki” nie jest przypadkowa. Garth nie patyczkuje się. Od pierwszych stron jest mroczno, a wszystko za sprawą historii “Śmiertelna zależność”, w której konający Constantine na raka płuc musi kombinować jak uniknąć sidła śmierci. Krwiście i paskudnie zaczyna się w drugiej głównej historii “Królewska krew”, gdzie główny bohater ma do czynienia z opętanym członkiem rodziny królewskiej. Podobny klimat został utrzymany w całkiem niezłych pojedynczych historiach, które o dziwo ukazując bohatera z nieco przyjemniejszej strony w relacjach z innymi. Jeżeli liczyliście na kolorowe hokus pokus to niestety będziecie zawiedzeni. Sięgając piszecie się na surowy świat czarnej magii i demonów.

Nad rysunkami pracowało łącznie 3 artystów. Mój głos skradł Will Simpson, który jest dla mnie mistrzem cieniowania. Artysta czyni prawdziwe cuda cieniowaniem nadając niesamowitego klimatu rysunkom. Duet Ennisa i Simpsona to mocne zestawienie, które zaowocowało niezwykłym dziełem. Nie jestem przekonany, co do wyboru Toma Ziuko jako osobę odpowiedzialną za kolory. Zgodzę się, że przyjęta paleta wpasowuje się w mroczny i ciężki klimat komiksu lecz kolory są dla mnie zbyt mdłe i wielokrotnie zalewajce się, żebym mógł polubić się z nimi.

Nie jestem wielkim fanem Azzrellowego “Hellblazer”. Pierwszy tom nie przekonał mnie na tyle, żeby sięgać po kontynuację. Przeciwnie z pierwszym tomem Ennisa, który pokazał, że doskonale rozumie Constantine’a i wszystko, co tworzy jego świat. Każdą z historii łykałem niczym pelikan i chciałem więcej. Z całą pewnością sięgnę po kolejne tomy Ennisa, do czego zachęcam również Was.

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego. Komiks możecie nabyć w internetowym sklepie Egmontu.