Bohaterowie i Złoczyńcy DC tom 3: Dla człowieka, który ma wszystko i inne opowieści o Supermanie

Króciutko – Omówienie 3 tomu kolekcji Hachette “Bohaterowie i Złoczyńcy“, której głównym bohaterem jest Superman. Lecimy niczym ptak, samolot, a może Superman?

Alan Moore i Neil Gaiman. Kojarzycie typków? Nietypowi scenarzyści komiksowi, których publikacje nie starzeją się przez lata, są na tyle dobre, że wielokrotnie będzie się do nich wracać, a i same pozycje można traktować jako wyznacznik jakości. Aż się chce, żeby tak uzdolnione szychy napisały coś pod Supermana. No i tak było. Miało to dokładnie miejsce w latach 80-siątych. Moja ulubiona era komiksów brodząca w smaczne klasyczki. Nie inaczej w tym przypadku.

Trzy z czterech pozycji tego tomu zostało napisanych przez Alana Moore. Pozycje, które miały być tymi “ostatnimi” w dziejach Supermana. Napięcie za tym idące czuć od pierwszych stronnic. Świat głównego bohatera zaczyna wariować, przeciwnicy stają na głowach, żeby wdrożyć w życie nietuzinkowe rozwiązania, które raz na zawsze pozbędą się eSa ze świata. Superman nie poradzi sobie sam, więc wsparcia dostanie ze strony osób, po których najmniej spodziewalibyście się. Moore zbudował scenariusz na niebezpiecznym gruncie z ryzykownymi pomysłami, świeżymi nawet po tylu latach. Nietypowe podejście do każdej postaci zaowocowało zaskakującymi zwrotami, ciekawie kontrastującymi z tym, co nam znane np. wątek z Laną, Luthorem czy Olsenem.

Podobnie wysoki poziom prezentuje Gaiman w swojej historii. Jest to opowieść spokojniejsza z charakterystycznymi elementami klimatów Gaimana (surrealizm i te sprawy) – Clark i Hal rozwiązują sprawę z zaginioną zieloną latarnią należącej do Alana Scotta. Artefakt zabiera ich w podróż po astralnych krainach. Ostra jazda bez trzymanki, z mnóstwem nietypowych mechanik. Nie bójcie się – jest bardziej do ogarnięcia, niż momentami Sandman. Historia z nietypowym podejściem do tematu superhero, pobocznie traktująca o przyjaźni obojga bohaterów.

Nad rysunkami pracowało bardzo dużo artystów. Daruję sobie ich wymienianie, ponieważ powstałby z tego osobny akapit. Jestem fanem klasycznej kreski komiksowej, charakterystycznej dla lat “-ątych”. Godzinami mogą się wpatrywać i wzdychać z zachwytów. Tu identycznie.

Dodatki bardziej imponują, niż poprzednio. Dobry wstępniak wprowadzający nas w klimat początku prac obu artystów nad Supermanem, zwieńczony dłuuuugiem posłowiem wykładającym kawę na stół w obu projektach. Autorzy posłowia nie skąpili w informacje, dostarczając dodatkowych łakoci jak moje ulubione omówienie dodatkowego projektu Gaimana z Supermanem (niezła aferka). Mało które posłowie wciąga mnie, a temu się udało – do około 1 w nocy siedziałem i czytałem.

3 tom kolekcji Hachette jest całkiem udanym komiksem składającym się z pozycji obu Panów. Pozycja warta uwagi, jeśli cenicie sobie pomysłowość Moore i Gaimana.

Dziękujemy Hachette za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego. Więcej informacji o kolekcji znajdziecie na ich oficjalnej stronie.