„The Penguin #6”

Lubicie Pingwina? Postać błyszczy i zyskuje pazura na łamach serii Toma Kinga! (kolejna seria warta uwagi)

W tym tygodniu ukazał się szósty rozdział „The Penguin” Toma Kinga, w którym rozpoczęła się historia „An Unimportant Man”. W poprzednich zeszytach obserwowaliśmy Pingwina mobilizującego siły, żeby postawić część imperium na nogi, przed powrotem do Gotham. Oswald, gotów do akcji, powrócił do miasta. Kwestią czasu jest jak tylko odzyska, co mu odebrała rodzinka po sfingowaniu własnej śmierci („Batman” Zdarsky’ego).

Ale początek nowej historii nie pokazuje dalszych losów Pingwina. Zamiast tego King głębiej wchodzi w przeszłość postaci, ujawniając nowe fakty z jego przeszłości – od początków „kariery” po pierwsze spotkania z Batmanem w Gotham.

SPOILERY z „The Penguin #6”

Pingwin zaczyna jako barman Falcone’a. Szybko ma dość pracy u jego boku, ponieważ jest mieszany z błotem przez szefa – zadaje mu niewygodne pytania, rozbija szklanki na jego twarzy. Pingwin nawiązuje potajemnie współpracę z Batmanem chcąć zrujnować przestępcze imperium. Podsuwa Batmanowi konkretne wskazówki, dzięki którym Nietoperz zdejmuje kolejnych współpracowników Falcone’a. Nietoperz obserwuje Pingwina na bieżąco, żeby upewnić się, co do jego zamiarów. Powoli Batman chce grubszych ryb aż krok po kroczku dochodzą do Falcone’a. Boss mafii zostaje zdjęty w jego barze, miejsce po nim zostaje puste. Rzecz jasna Pingwin korzysta z okazji. Na koniec zabija jedyną bliską mu osobę, czyli przyszywaną matkę. Czy żywił do niej jakiekolwiek uczucia? Nie, co potwierdza rozmowa Pingwina z nią. Kobieta służyła mu wyłącznie jako płachta do gry z Nietoperzem, aby Gacek sądził, że na kimś Oswaldowi zależy i jego intencje są „czyste”. W rzeczywistości Pingwinowi zależało tylko na władzy, na kobiecie wcale – dlatego zrzuca ją z dachu po osiągnięciu celu.

Wrażenia z komiksu

Kilkukrotnie chwaliłem klimat serii (ciężki, ponury, dojrzały, surowy, momentami brutalny i krwawy). „Ojciec chrzestny” czy „Rodzina Soprano” na całej linii. Ale to szósty rozdział zrobił na mnie największe wrażenie. King pokazał w komiksie nie tylko motywacje postaci, ale przede wszystkim potencjał jego gry – zdolność zwodzenia graczy, pokerowa twarz za którą ukrywał prawdziwe motywacje. Pingwin jest niebezpieczną postacią nie z powodu jego warunków fizycznych – te pozostawiają wiele do życzenia. Jest to niebezpieczny gość, który używa intelektu w zaskakujący i dominujący sposób nawet „najlepszego” detektywa na świecie – w jednej chwili kreuje wizerunek łagodnego, wrażliwego, pokrzywdzonego przez świat, oddaje się roli całkowicie, a kiedy potrzeba to pokazuje pazura i szokuje cały świat (nawet mnie wyprowadził w pole, czapki z głów). King uchwycił charakter postaci (np. dokładnie opisując przemyślenia czy stan emocjonalny dymkami narracyjnymi) i dobrze podbudowywał sytuację, żeby istotne momenty miały swój ładunek i znaczenie w rozwoju postaci (np. konfrontacja Pingwina i Batmana z Falcone’m w barze – swoją drogą, bardzo podobała mi się perspektywa pokazania Batmana stojącego za szefem mafii, ponieważ w mrocznej oprawie ukazano przepaść między nimi i dominację drugiego).