Mroczni Rycerze ze Stali (Opini)

Mroczni Rycerze ze Stali”? Aż chce się napisać… TAYLOR ZNOWU TO ZROBIŁ!

Chyba nikt już nie wątpi, że Taylor ma niesamowity talent do pisania elseworldów, prawda? Kolejny raz to udowadnia, tworząc alternatywną rzeczywistość, w której DC zostaje zanurzone w klimatach „Gry o Tron”. Ród Elów przybywa na Ziemię, obejmuje władzę nad jednym z królestw, ale ich potęga i moce wzbudzają w pozostałych królestwach strach i nieufność. Tak wielką, że w końcu wszyscy zaczynają knuć, jak ich unicestwić.

To elseworld z prawdziwego zdarzenia. Taylor niezwykle płynnie i pomysłowo wpisuje bohaterów DC w zupełnie nowe realia. Każda postać ma przemyślane miejsce i rolę, często odbiegającą od oczywistych interpretacji jak choćby Luthor, którego droga w tym świecie prowadzi go znacznie dalej, niż można by się spodziewać, albo Batman, który kompletnie redefiniuje swoje relacje z bliskimi i sposób budowania „rodziny”. Główna fabuła zostaje szybko zarysowana, ale niczym w „Grze o Tron” natychmiast rozlewa się tu sieć spisków, tajemnic i osobistych ambicji, a przede wszystkim zagrożeń kreowanych w tle, aby w konkretnej chwili wychylić się i przetrzepać wszystkich i wszystko. Wątki splatają się ze sobą coraz bardziej, prowadząc do zwrotów akcji, które potrafią wywrócić cały obraz do góry nogami, wielokrotnie rozmijając się z moimi przewidywaniami co pozytywnie mnie zaskakiwało podczas czytania. Kluczowi gracze potrafią zmienić losy świata jednym posunięciem, a rodzinne rewelacje dotyczące głównych bohaterów okazują się tykającą bombą wykorzystywaną do perfekcji przez tych, którzy znają prawdę. To jednocześnie katalizator dla jeszcze większej historii.

Taylor uwielbia bawić się ikonami DC i tutaj również korzysta z pełnej swobody twórczej. Dostajemy bohaterów w wyjątkowo kreatywnych rolach: Constantine jako wróżbita, którego przepowiednia wpływa na losy wielu postaci; Oliver i Dinah, którzy w rękach odpowiednich graczy stają się elementem fabularnej układanki o dużym znaczeniu. Najciekawsza jest jednak interpretacja Batmana: świeża, nieoczywista i zaskakująco emocjonalna. Jego relacja z Alfredem wypada tu wybitnie i odgrywa w finale rolę, której nikt nie przewidzi. Emocji w komiksie nie brakuje, choć pełnię ich ciężaru czuć dopiero w końcówce. Wcześniejsze śmierci bohaterów, mimo że efektowne, nie zawsze miały dostateczną podbudowę, by wywołać silniejszy efekt.

Zastanawiam się jedynie czy Taylor nie przedobrzył z liczbą wątków. Choć większość z nich świetnie buduje obraz ogromnego i różnorodnego świata, od królestwa Amazonek z jasną ideą przewodnią po twarde, bezlitosne rządy Jeffersona, to parę postaci zostało potraktowanych zbyt skrótowo. Najlepszy przykład to Luthor: przez długi czas konsekwentnie rozwijany w tle, przygotowywany do ważnej roli, ale gdy ją już spełnia, znika niemal zupełnie i zostawia po sobie mnóstwo pytań bez odpowiedzi.

Podobają mi się rysunki Yasmine Putri, doskonale uzupełnia wizję Taylora. Jej ilustracje są szczegółowe, pełne charakteru, z czytelnymi proporcjami postaci i bogatymi, różnorodnymi tłami. Świetnie oddaje emocje bohaterów, przeplatając jasne, optymistyczne scenerie z mrocznymi, poważnymi kadrami. Sceny walki są widowiskowe, brutalne i bardzo dynamiczne – bohaterowie bywają rozrywani na strzępy czy przebijani na wylot, co idealnie oddaje mroczniejszy klimat tego świata.

Dziękuje Egmont za komiks. Wydawnictwo nie miało wpływu na opinię i tekst.