Intermezzo (Opinia)
„Intermezzo”? W końcu Ram V dostarcza konkretną akcję!
„Detective Comics” Rama V to seria o gęstym klimacie i wyjątkowej wizji, której największą słabością był dotąd powolny rozwój wydarzeń (do tego stopnia, że momentami wysiadałem, mimo pływania w takich klimatach). Dopiero teraz historia naprawdę nabiera tempa, co zresztą zostaje zasugerowane już na samym początku, kiedy Batman ma zostać powieszony! Wyrok wiszący na Nietoperzu zmusza Catwoman do zebrania ekipy wyrzutków, którzy mają spróbować go odbić. Całość zaczyna przypominać „Mission: Impossible”, ale pamiętajcie, że u Ram V nic nie przychodzi łatwo!
Naturalnie skupię się w tym tomie na akcji, bo to właśnie jej obecność zrobiła tu ogromną różnicę. Od pierwszych stron naprawdę dużo się dzieje, a wszystko ma wyraźnie nakreślony kierunek. Każdy bohater zaangażowany w misję otrzymuje swoje zadanie, co przekłada się na spójność opowiadanej historii. Mroczny ton nadal dominuje, a ciężar narracji tylko się pogłębia, gdy poznajemy problemy i traumy poszczególnych postaci. Najlepiej widać to na przykładzie Azraela, którego wcześniejsze losy zostają przedstawione w wyjątkowo ponury sposób. Taka mieszanka bohaterów sama w sobie generuje ogromne napięcie, a najciekawsze emocje kryją się w ich wzajemnych zgrzytach. Wprowadzenie Mr. Freeze’a to świetny przykład. Jego pojawienie się natychmiast sieje chaos, podkopuje zaufanie i odpowiednio komplikuje realizację misji. Ram V doskonale wykorzystuje takie kolizje, aby podkręcić dramatyzm i zmusić bohaterów do podejmowania trudniejszych decyzji.
Siłą historii jest też to, jak wiele autor może sobie tutaj pozwolić, a uwierzcie, że bardzo dużo. Los Batman nie jest wcale tak oczywisty, jak mogłoby się wydawać. W pewnym momencie pojawia się potężny zwrot akcji, który całkowicie minął się z moimi przewidywaniami, a jednocześnie wypchnął fabułę w jeszcze cięższe i bardziej niepokojące rejony. Od tego momentu naprawdę trudno odgadnąć, dokąd zmierza cała opowieść i to tylko potwierdza, że Ram V nie idzie na łatwiznę, lecz buduje coś wyjątkowego, co z tomu na tom zyskuje na wartości.
Niepotrzebnie obawiałem się zmiany rysownika. Jason Alexander wynosi warstwę graficzną na zupełnie inny poziom. Tworzy artystyczne ujęcia, potrafi w odpowiednich momentach przerysować sceny czy postacie, ale przede wszystkim umiejętnie wplata symbolikę w kluczowe kadry. Świetnie oddaje też emocje, zwłaszcza na twarzy Batmana, którego zwykle stoicka mimika bywa tu przełamywana napięciem i lękiem. To niesamowicie buduje atmosferę całej historii i sprawia, że tom żyje własnym, intensywnym rytmem.
Dziękuję Egmont za komiks. Wydawnictwo nie miało wpływu na opinię i tekst.


