Superman vs Captain Atom; Lobo vs Wonder Woman; Harley Quinn vs Zatanna (Opinia)
Kolejne rundy „DC K.O.” za nami, a poziom jest różny… ze skrajności w skrajność, serio.
„Superman vs. Captain Atom” to najlepsza walka jaka spotkała turniej! Srogie wymiany ciosów, rysownik dopieścił efekty, żeby oddać siłę każdego ciosu, czułem się jak podczas oglądania „Dragon Ball”. W każdej następnej rundzie (cała walka podzielona była na trzy) zawodnicy wybierali swoje formy (podobnie w kolejnych walkach) i tu była piękna zabawa tematem, bo Supek i Atom sięgali po kostiumy z różnych okresów (nawet weterani komiksów mogą mieć problem z ich rozpoznaniem). Wybory wpływały na sposoby walki i finalnie Supek musiał podejść Atoma, w najmniej oczekiwany sposób, żeby zwyciężyć.
Kompletnie rozczarował mnie „Wonder Woman vs. Lobo”. Zaczęło się zajebiście. Ważniak i Amazonka wchodzą na ring, tłuką się na zmianę, że krew się leje, a tłum widzów wiwatuje – ogólnie klimacik lat 90. ALe to co zaczęło się od drugiej rundy woła o litość dla czytelnika… Dosłownie z DUPY Lobo sięga po swoją wersję z New52 (uwaga, stawiali na „najlepsze”), a Amazonka po po wypasioną zbroję i… pomoc jej podopiecznych (Donna, Yara, Wonder Girl)… Nie dość, że Lobo z dowalonego koksa zrobił się miękka fają rzucającą głupie miny, to na dodatek był okładany przez grupę amazonek, co kłóciło się z ideą turnieju. Torturą dla oczu (również rysunkowo) było to czytać, no i chyba domyśleliście się, że zwycięstwo przypadło Wonder Woman.
Ale spokojnie… było jeszcze gorzej! Podczas czytania „Harley Quinn vs. Zatanna” biłem się wewnętrznie, żeby nie zamknąć komiksu i rzucić go w kąt. Ich walce polegała na walce wręcz, więc Zatanna była pozbawiona swojego atutu, ale w ostatniej rundzie tak przekombinownao wydarzenia, że dostaliśmy coś na wzór magii. Ale to nie było najgorsze. Pierwsza runda polegała na ganianiu Zatanny przez Harley po labiryncie – Zatanna pozbawiona swojej mocy była portretowana na bezbronną płaczkę, która jest delikatna jak piórku, natomiast Harley znęcała się nad nią i delikatnie uderzała; natomiast druga runda dała kopa Zatannie, nagle nabrała werwy, tylko że do granic możliwości była eksponowana jest krzycząca i płaczliwa strona. Zupełnie nie liczy się dla mnie wynik walki (Zatanna wygrała), ponieważ twórcy zeszmacili jej postać do granic możliwości – pokazali, że Zatanna jest beznadziejnie słaba, jeśli odebrać jej magię.
Boję się o poziom kolejnych walk, serio. Jedyną zaletą tie-inów jest przeznaczenie całej przestrzeni na walki. W ten sposób mamy pełnoprawne starcia, co powinno mieć miejsce od samego początku „DC K.O.”

