Green Lantern: Earth One vol 2

Seria “Earth One” cieszy się nie małą popularnością. Sukces leży po stronie bardziej realistycznego podejścia do tematu. Ze schematu wyłamała się nieco “Wonder Woman” wzbudzając kontrowersje pewnymi elementami. Nie ważne. Skupmy się na “Zielonych Latarniach”, które już przy 1 części wzbudziły wiele pochwalnych opinii. Czy kontynuacja trzyma dobrą passę?

Historia przybiera jeszcze większy nacisk na aspekty SCI-FI od poprzedniej części. Ziemianie nawiązują kontakt z obcą cywilizacją. Podczas misji badawczej dochodzi do katastrofy ze strony ziemskich badaczy. Kosmici są wkurzeni, wybucha zamęt, obca cywilizacja bierze zakładników. Do akcji wkracza Jordana, którego heroiczne działania nie są dobrze odbierane wśród rodaków.

Do pojawienia się Jordana mamy bardzo spokojną historię niczym z najlepszych filmów SCI-FI. Pojawienie się Jordana jest zwiastunem bardzo dynamicznej akcji, od której ciężko się oderwać. Całość rozwija się bardzo szybko i nie ma tu miejsca na chwilę oddechu. Nie bez powodu historia liczy około 130 stron. Oczywiście to co wspomniałem nie jest wszystkim, czego możecie się spodziewać. Historia jest znacznie bardziej rozbudowana. Pojawiają się Manhunterzy, walka o rodzinną planetę Zielonych Latarni, a nawet korpus Żółtych Latarni.

Jordan świetnie spisuje się jako doświadczony strażnik kosmosu. Ma wszystko to, czego potrzebuje prawdziwy bohater. Kiepsko przy nim wypada Steward, który robi za typowego pachoła bez charyzmy. Ze swojego charakteru obdarty został również Kilowog, któremu brak stanowczości i zaciętości. Największe jednak obawy miałem wraz z pojawieniem się Żółtych Latarni. Koncepcja “Earth One” była dość problematyczna, aby wbudować spektrum emocjonalnego. Na całe szczęście Bechko odeszdł od tego rozwiązania na rzecz bardziej przyziemnej wizji, która w moim mniemaniu wypada lepiej niż to co jest nam znane z głównego strumienia. Podobało mi się w tym wszystkim nastawienie latarników z Sinestro na czele.

Hardman jest genialnym artystą do uchwycenia kosmicznego charakteru opowieści. Niejednokrotnie miałem wrażenie, że oglądam szkice koncepcyjne do świetnego filmu z tematyki SCI-FI. Jedyne zastrzeżenie mam co do kolorystyki Żółtych Energii. Wzrok mam świetny, barwy rozróżniam nie najgorzej ale dałbym sobie rękę uciąć, że w tym żółtym częściej widziałem pomarańczową barwy. Nie twierdzę, że wina leży po stronie Hardmana ale ten aspekt irytował mnie na tyle, że musiałem o nim wspomnieć.

Druga część Zielonych Latarni z serii “Earth One” jest świetną pozycją trzymającą poziom poprzedniczki, a może nawet wyższy. Mamy świetną historię z niezłą intrygą, której rozwój ciężko przewidzieć. Realistyczne rozwiązania odnośnie świata Zielonych Latarni zdają egzamin i ani razu nie odczułem, żeby coś zostało zrobione na siłę. Skłoniłbym się, że koncepcja przedstawiona w obydwu częściach bardziej do mnie przemawia niż kanoniczne komiksy o przygodach latarni. Trzymam kciuki, żeby pojawiła się 3 odsłona “Green Lantern: Earth One”. Będę brał w ciemno!