Batman: Black & White – “Wieczna Żałoba” oraz “Nigdy po trupie”

Wydawnictwo Egmont z miesiąca na miesiąc rozkręca się jeśli chodzi o nowości komiksowe DC. Najbliższe miesiące będą zmorą naszych portfeli patrząc na ilość tytułów wart uwagi. Wrzesień był tego przedsmakiem. Wszystko w postaci dwóch tomów “Batman: Black & White”, za które musimy zapłacić aż 500zł (sugerowana cena detaliczna pojedynczego tomu wynosi 250zł). Czy warto aż tyle wydać na te komiksy? Jeśli tak to dlaczego?

“Wieczna żałoba” i “Nigdy po trupie” są perełkami dla kolekcjonerów. Grube, wielkie, potężne 3kg-owe komiksy (sprawdzałem na wadze!), które ledwo zmieszczą się na Waszych domowych półkach. Jeśli dadzą radę to z całą pewnością będą wyróżniać się z kolekcji. Komiksy w twardej oprawie zdobione na okładce ilustracjami Marka Silvestri (“Nigdy po trupie”) oraz Jima Lee (“Wieczna Żałoba”). W każdym komiksie znajdziecie zbiór około 50 historyjek 8-10 stronnicowych z różnych epok życia Nietoperza. Nie zabrakło dodatków w postaci szkiców czy galerii okładek. Wydanie zdecydowanie na plus.

Obydwa komiksy są antologiami świata Batmana, po które możecie sięgać w dowolnej kolejności (podobnie jak historie zawarte w tomach). Łącznie znajdziecie 100 niepowiązanych ze sobą historii ze świata Batmana, przy których pracowała masa scenarzystów. Wśród popularnych nazwisk wskazać możemy np. Brian Azzarello, Geoff Johns, Neal Adams czy Paul Dini. Historie przedstawione w antologiach są zróżnicowane klimatycznie zaczynając od mrocznych po komediowe. Ucieszyła mnie ilość niezłych detektywistycznych, kryminalnych oraz mrocznych historii z Batmanem w roli głównej, których brakuje od lat we współczesnych seriach. Kupiły mnie historie jak “Dłonie” od Scotta Petersona czy tytułowa “Wieczna Żałoba” Teda McKeevera będące rarytasami detektywistycznymi. Komiksy przywróciły mi zapomniany wizerunek detektywa Batmana, który musi pogłówkować nad rozwiązaniem zagadki. Pozytywnym zaskoczeniem były dla mnie historie koncentrujące się na innych postaciach ze świata Batmana. Przed szereg wychodzi historia “Złudzenie Alfreda Pennywortha” Dwyera opowiadająca o perypetiach lokaja. Pozytywnym zaskoczeniem było również “Studium przypadku” od Paula Dini i Alexa Rossa rozkładająca na części pierwsze osobowość Jokera. Odnoszę wrażenie, że w “Wieczna Żałoba” odnajdziemy więcej detektywistycznych historii lub z udziałem mniej znanych przestępców. “Nigdy po trupie” stawia większy nacisk, przynajmniej od połowy, na popularnych wrogów Batmanam.

Podobne zachwyty dzielę nad artystyczną warstwą antologii. Nad historiami pracowała masa uzdolnionych artystów, których prace świetnie prezentują się w palecie czarno-białej. Skłoniłbym się nawet do zdania, że kolorystyka dodała wyraźniejszego klimatu historiom, zwłaszcza typowo detektywistycznym lub kryminalnym. Najbardziej w pamięci zapadła mi rysunki legendarnego Alexa Rossa w “Studium przypadku”. Realistyka Rossa zawsze przyciąga moją uwagę i z radością powracam do jego prac. Bardzo dobrze wspominam również rysunki Scotta Morse’a w “Złudzenia Alfreda Pennywortha”. Dziecięcy klimat iście z gry “Don’t Starve” wpisał się w historię dodając jej niewinności.

Przedstawienie tak wielu komiksów niosło za sobą łatwe ryzyko wtop jakościowych, i tak też się stało. W zbiorach nie zabrakło komiksów tragicznych fabularnie, a jeszcze gorzej narysowanych. Na szczęście nie było ich tak wiele. Pod tym względem przewodzą historie jak “Gazowania” czy “Bez tytułu”, które są tak koszmarnie narysowane (zwłaszcza “Bez tytułu”). Było na tyle źle, że w pewnym momencie mój mózg się wyłączył i kompletnie nie zarejestrowałem o co tam chodziło. Szkoda było mi poświęcać dodatkowy czas na zagadki typu “co artysta tutaj narysował?”. Po prostu przechodziłem dalej. Część niechlubnie narysowanych komiksów była dobra fabularnie np. “Krwawa noc”. Pociesza fakt, że takich wtop było na prawdę niewiele w stosunku do pełnej zawartości.

Komisy są warte swojej ceny i nie są typowym skokiem na zielone. Antologie prezentują się nieziemsko pod kątem wydania (gdzie to postawić na półce?!), co z pewnością docenią kolekcjonerzy. W środku znajdziemy masę niezłych, niezależnych historii z różnych epok Batmana, o zróżnicowanym klimacie, do których będziecie mogli wracać o każdej porze dnia i nocy. Nie znajdziemy tutaj nic z ostatnich lat, co uważam za duży plus. Historie przywróciły zapomniany wizerunek detektywa Batmana i typowego obrońcy Gotham, który ma jakieś interakcje z randomowymi mieszkańcami Gotham (polecam historię “Wschód słońca” – perełka). Pojawiło się kilka fatalnych historii ale toną one na tle pozytywnej zawartości, której jest sporo. Zawiedzeni będą wyłącznie czytelnicy nastawiający się na arcyważne, kanoniczne historie. Nie znajdziecie tutaj tego.

P.S. W internetowym sklepie Egmontu są często promocje. Na każdy z omówionych tomów obecnie jest -30%. Warto skorzystać.

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego. Komiks możecie nabyć w internetowym sklepie Egmontu.