Wonder Woman tom 1: Krew

Podejść do przygód Wonder Woman było sporo. Wiele z nich skończyło się fiaskiem. Z grona artystów wyłania się dwójka, których serie okazały się perełkami. Jednym z nich jest Greg Rucka. Dziś przyglądamy się poczynaniom drugiego z nich – Brian Azzarello. Seria amerykanina zgarnęła mnóstwo pochwalnych opinii. Czy faktycznie jest tak dobrze?

Nowa era w świecie “Wonder Woman”. Zeus, najwyższy bóg z panteonu greckiego, zniknął. Nikt nie wie, gdzie się podziewa. Nawet jego żona, Hera. Nieobecność zauważają pozostali bogowie, którzy czują wiatr w plecy i zaczynają się szarpać między sobą o tytuł “najwyższego”. Pojawia się jedna malutka przeszkoda. Jedna ze śmiertelniczek nosi nasienie Zeusa. Zola, bo to o niej mowa, staje się celem bogów. Diana, wbrew swojej roli, zostaje wciągnięta w awanturę bogów. Nie lada przed nią wyzwanie.

Brian Azzarello udowodnił za sprawą “Wonder Woman: Krew“, że można napisać świetne przygody Wonder Woman bez stawiania na jej heroiczne życie. Historia opowiada o konflikcie Bogów, którzy jak się później okazuje, nie są obcy głównej bohaterce. Nowe spojrzenie na przeszłość Diany otwiera perspektywy dotąd nam nieznane. Odmieniona geneza związała Amazonkę z greckim panteonem bogów. Koncepcja jest przemyślana i opowiedziana z sensem. Dziwię się, że dotąd żaden z artystów nie wpadł na tak prosty, acz genialny pomysł.

Seria bardzo kojarzy mi się z “Grą o Tron”. Oczywiście od tej dobrej strony, ponieważ ostatni sezon popularnego show nie istnieje. Mamy tu konkretną walkę o władzę, pojawienie się mocnych graczy z łbami na karku, pikantne romanse, tajemnice wywracające losami bohaterów oraz sojusze, których trwałość jest kwestią domniemaną. Postacie nie oglądają się za siebie. Twardo realizują swoje cele – zdradzają, wbijają kosy w żebra, tworzą skomplikowane i nie zawsze skuteczne strategie. Nie przewidzicie w jakim kierunku pójdzie historia. Wprowadzone postacie mają charakter i ich obecność wnosi dużo do historii. Moją fawortyką jest Zola. Twarda babeczka odnajdująca się w nowej sytuacji. Niejednokrotnie udowodniła, że ma większe jaja niż niejeden bożek.

Azzarello narzuca spore tempo od samego początku i dzieje się tu na prawdę dużo. Tempo akcji jednak nie przytłacza. Przez całość brnie się jak sankami przez śnieg. Niecała godzinka i komiks skończony. Amerykanin ugrył mitologię grecką od zupełnie innej strony. Świat bogów mocno ingeruje w rzeczywistość śmiertelników. Portrety bogów zostały zmodyfikowane tak, żeby nawiązywały do sił, którymi szargają. Stąd Posejdon jest ogromnych rozmiarów wodnym stworem, a Hades chodzącą świeczką rozświetlającą podziemny świat zmarłych.

Cliff Chiang udźwignął koncepcję Azzarello. Klimatyczne i proste szkice, od których nie mogę oderwać oka, choć pozbawione są wielu szczegółów. Kupuję każdą koncepcję wyglądu postaci. No prawie. Panowie przesadzili z golizną bogów. Zeus nie wie co to gacie, Afrodyta nigdy na oczy nie widziała bielizny, Hera ma magiczny płaszczyk, który zakrywa intymne części ciała w każdych warunkach. Cenzura kryła to i owo, ale golizny było i tak za dużo. Szkice koncepcyjne, znajdujące się w materiałach dodatkowych, pokazują, że były rozpatrywane inne rozwiązania. Czy lepsze? Myślę, że tak.

“Wonder Woman: Krew” jest kapitalnym startem nowego rozdziału w życiu Diany. Kupuję koncepcję upodobnionej do “Gry o Tron”. Wciągnąłem się w rodzinny konflikt Bogów i jestem złakniony jego kontynuacji. Rywalizacja greckich bóstw gotuje moją krew. Kibicuję jednym, źle życzę drugim, łącze się z postaciami emocjonalnie. Azzarello stworzył świetną koncepcje, a Chiang dobrze ją uzupełnił swoimi rysunkami. Czytajcie jeśli nie mieliście wcześniej okazji!

Dziękujemy sklepowi taniaksiazka.pl za udostępniony komiks recenzencki.