Opinia o wydarzeniu „Beast World” Toma Taylora

Tom Taylor zakończył swój pierwszy, wielki event dla DC! Finał „Beast World” dostarczył akcji, emocji i zaskoczeń.

Przebieg wydarzenia chwaliłem na bieżąco (oraz streszczałem). Taylor dowiózł w finale i jako całość jest to jedno z lepszych wydarzeń ostatnich lat, o ile nie najlepsze. Historia jest przemyślana i dobrze napisana (np. odpowiednia podbudowa na łamach serii/wydarzeń). Wielofrontowa akcja jest wyborna, to samo mogę powiedzieć o licznych zwrotach akcji (wywołujących mniejsze lub większe zaskoczenia jak wątek Raven). Wyważono stosunek akcji do treści, żeby nie zostać przytłoczonym akcjom tylko dać zabłysnąć bohaterom w kluczowych momentach (np. Nightwing w roli lidera) czy umożliwić bohaterom pogadanki, które podbudowywały niejeden moment (np. zderzenie się Jona z liczbą ofiar). Chwalę sobie prestiż Amandy Waller, która tutaj wypadła przekonująco w roli bezwzględnego złola, który po trupach dąży do celu (chęć poświęcenia zarażonych, żeby ukazać brak kompetencji Tytanów). Słodkogorzkie zakończenie uważam za bardzo dobre, bo choć niebezpieczeństwo opada, to nie daje ono pełnej satysfakcji – następstwa są wyraźne i natychmiast odczuwalne z zaskakującym cliffhangerem (o tym w streszczeniu). Taylor Taylor udowodnił światu, że ma łeb na karku nie tylko do pojedynczych serii, ale potrafi definiować wydarzenia z rozmachem, które będą miały wpływ na serie i przyszłe eventy.

Jedynym zastrzeżeniem jest skrótowe potraktowanie niektórych rozwiązań np. część bohaterów przemieniono w zwierzęce hybrydy i wokół nich nie pokazano żadnego wątku czy cienia zagrożenia np. Power Girl przemieniona w Feniks (wtf xD) czy Nightwing jako lis. Szkoda, bo to nie tylko był potencjał na ciekawe przygodówki, ale mogły nieco podbić stawkę sytuacji. No i jeden wątek w finale jest za szybko sprowadzony do happy endu, mimo tragicznej nastrojowo podbudowy przez co nieco traci na znaczeniu (ale rewanżuje wzruszeniem).

Nie czytaliście Beast World? Zajrzyjcie do streszczenia Beast World