DC K.O.: Knightfight #1 (Opis, opinia)

Batman kontra Batman czyli za nami pierwszy zeszyt wyczekiwanego „DC K.O.: Knightfight”!

Opis komiksu

Tak w dużym skrócie: Batman został wyeliminowany przez Jokera podczas wydarzenia „DC K.O”, ale kostium Batka miał technologię Mother Box, dzięki której został ocalony w ostatniej chwili. Docelowo Nietoperz miał wrócić do domu, ale pal licho trafił na alternatywną ziemię, gdzie Batmanem jest Grayson, który nie tyle przejął majątek po Bruce, co stworzył tzw. Robin Incs (każde miasto ma własnego, wytrenowanego Robina do pilnowania porządku) – lokalny Bruce oszalał do tego stopnia, że „leczy się” w Łaźniach Łazarza, podobnie uczynił z Seliną, a Dick obwinia go o śmierć podopiecznych.

Opinia komiksu

Koncepcyjnie – zajebisty pomysł! Fakty kleją się i tworzą dość mroczną, dystopijną rzeczywistość, która byłaby niegłupim kierunkiem dla głównego kontinuum, Grayson zachowuje się jak Grayson i czuć w nim „innego Batmana” (dojrzalszego, otwartego, racjonalnie podchodzącego do rzeczywistości i wymierzanie prawa).

Natomiast realizacja… jest nierówna. Dan Mora daje kawał zajebistej roboty (jak zawsze), a pojedynek Batmanów ma fajny przebieg tylko… że zepchnięty zostaje na drugi plan, ponieważ pierwszy to słaba ekspozycja na rzeczywistość – suchy monolog Dicka opisujący „co, jak i dlaczego”. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie suche (i nudne) lanie informacji, kiedy otwartość Dicka jest bezsensowna biorąc pod uwagę, że wychodzi z założenia, że gada ze „swoim Bruce’m” (więc na cholerę zarzucałby go oczywistą opowiadaniem?).

Ale dobra… wybaczam, ponieważ walka była fajna i co ważniejsza… z wyraźną przewagą (i zwycięstwem?) Night… DICKA