Red Hood. Outlaws. Tom 4 (Opinia)
W czwartym tomie „Red Hood: Outlaws” widać wyraźnie: nikt nie pisze tego trio lepiej!
Kolejne spotkanie z Jasonem i jego „paczką wyrzutków” to przede wszystkim głębokie studium ich charakterów. Związek Red Hooda i Artemis kwitnie, ale los rzuca im pod nogi kłody, które rzutują na ich wspólną przyszłość. Najbardziej jednak obrywa Bizarro, który musi przetrawić stratę rodziny – rodziny, która okazała się tylko bolesną iluzją. Ładunek emocjonalny jest tu tak duży, że o samej akcji można zapomnieć. Przeżycia bohaterów są tak mięsiste i przytłaczające, że chłonie się je z zapartym tchem.
Gwiazdą tomu jest bez dwóch zdań Bizarro. Kto by przypuszczał, że ten klon Supermana doczeka się tak dojrzałego portretu? Zyskuje ludzką twarz, budzi szczere współczucie i pozwala nam zrozumieć swój ból. Jason i Artemis nie zostają w tyle – ich dylematy wynikają wprost z ich pokiereszowanej przeszłości, co czyni ich relację niezwykle wiarygodną.
Wisienką na torcie jest wątek z Batmanem. Jason w końcu dorósł: stawia na racjonalne argumenty, szuka porozumienia i wyciąga rękę na zgodę. Serio, miło zobaczyć coś innego niż wieczne darcie kotów w Bat-rodzinie. To genialne przygotowanie pod wielki finał. Nie wiemy jeszcze, jak to się skończy, ale napięcie przed zbliżającą się eksplozją jest wręcz namacalne!

