Supergirl (2026) – Opinia

Obejrzeliśmy „Supergirl”. Razem z Kingą stwierdzamy, że to fajny popkorniaczek!

Zalety filmu „Supergirl”

  • Milly Alcock jako Supergirl: wymiata w tej roli, bardzo dobrze sprzedała Dziewczynę ze stali i jej wewnętrzny rozłam (casting na 10!)
  • Krem: skurwiel do szpiku kości, wykazujący większą bystrość i umiejętności względem komiksu (nie przeszkadzało nam brak tła, mocniej wybrzmiewała jego bandyckość i bycia bezwzględnie złym, bo to lubi).
  • Lobo: Momoa dobrze wykorzystał te kilkanaście minut na ekranie, żeby udowodnić, że urodził się do tej roli (w gadce, akcji, no prawdziwy Ważniak).
  • Akcja: Fajne sceny akcji pod kątem wykorzystania zdolności bohaterów, jak i ogólnej choreografii, bez pierdzielenia się w tańcu.
  • Geneza Supergirl: Duże zmiany względem komiksów, ale na plus – mocniej wybrzmiewa tragedia jaką przeżyła, straty, a to jest arcy ważne przy jej zachowaniu i kontraście względem Supermana (mocno ugryzione pod koniec filmu).
  • Przesłanie historii: Wybrzmiewa motyw więzi człowiek-zwierze, moralność, szukania własnego miejsca w kosmosie.
  • CGI: Sporo efektów, nie dostrzegliśmy niedociągnięć, sceny lotu lepsze niż w „Superman”.
  • Poszerzenie horyzontów: nowe postacie, nowe tereny, nowe fakty z relacji Superman-Supergirl, może i film nie jest krokiem milowym dla DCU (nikt nic takiego nie obiecywał, nie wiem skąd „eksperci” rzucają takimi clickbaitami), ale dokłada, żeby świat rozwijał się.
  • Superman: Jest go więcej niż w materiałach promocyjnych, a obecność jest najbardziej potrzebna dla przekazu filmu, budowania uniwersum i tego co dalej.
  • Krypto: Lepiej ograny niż w „Superman” – może i dalej chaos go opisuje, ale przy Supergirl zdecydowanie normuje się, żeby był lepiej przyswajalny.
  • Audiowizualnie: Ładny obraz, dobra praca kamery, dobór kolorów (z pewnym „ale”, patrz dalej), no i było kilka kawałków podkręcających poszczególne sceny.

Wady filmu „Supergirl”

  • Bezbarwne przedstawienie światów: planety na jedno kopyto, mała różnorodność terenu czy kolor (dość nudne i proste podejście).
  • Ruthye: Bardzo irytująca i płytka postać z wkładem historii sprowadzający się do „nosiła miecz, przyniosła pelerynę”.
  • Płytka relacja dziewczyn: Mało czasu poświęcono bohaterkom jako bohaterkom – zero zbliżania się, budowania więzi, pokazania wzajemnego wpływu.
  • *Lobo: Momoa super wypadł w tej roli, ale nie oszukujmy się, że rola w fabule i kategoria wiekowa mocno ograniczyły jego Lobowe szaleństwo (dość ugrzeczniony język, mało mocnych tekstów, nawet nie było „kurdebele”) – zdecydowanie potrzebujemy solo filmu z Rką!
  • Płytkie podejście do historii: brak mięska, całego przesłania jaki był ujęty w komiksie.
  • Lekki chaos logiczny: Fajnie, że twórcy zadbali o wpływ słońca na Kryptończyków, ale tak często tym żonglowali, że gubili się logice kilku scen np. dlaczego raz coś wpływa na Supergirl, innym razem nie, lub dlaczego raz czegoś nie robi, a potem już tak.

Udany średniaczek zapewniający rozrywkę i zwartą historia, z dobrym przedstawieniem/wprowadzeniem kluczowych postaci dla DCU i obsadzeniem, dający powody, żeby dalej iść w to uniwersum. Nie jest to film idealny, a jeżeli ktoś oczekuje poziomu komiksu „Supergirl: Woman of Tomorrow” to całkowicie można zrozumieć rozczarowanie, ale też bez przesady (całokształtem bliżej filmowi niż do niejednej adaptacji).