Planetary tom 2

Od premiery pierwszego tomu „Planetary” minął niemal rok. Moje oczekiwanie na kolejny w międzyczasie nieco się wypaliło, ale już pierwsze strony utwierdziły mnie w przekonaniu, że warto było czekać. Dostajemy dalszy ciąg multiwersalnej bitwy z grupą kwartetem niezwykłych istot, które mają znacznie większe grzechy na sumieniu, niż wydawało się to na początku. Pozostaje jeszcze sprawa zmarłego członka zespołu, któremu należy cię odpowiednie pożegnanie, czy może raczej przywitanie.

Główny bohater Elijah Snow to tak zwane dziecko stulecia. Osobnik urodzony 1 stycznia 1900 o niesamowitych umiejętnościach i obdarzony nieśmiertelnością. Wraz z nim w tym samym czasie urodziło się kilka innych osób, równie utalentowanych, jak on. A z ludźmi niezwykłymi bywa tak, że inspirują innych, niekiedy do niezdrowej zazdrości. Snow trafia na ślad kogoś, kto pozornie powinien znaleźć się w jego gronie, lecz koleje losy uczyniły z niego szaraka bez specjalnych mocy. Tu mamy opowieść o frustracji, która zrodziła nienawiść, a ta z kolei popchnęła pana Leathera do czynów godnych prawdziwego arcyłotra i sojuszy z podlejszymi osobami.

Dostajemy originy Bębniarza i Jakity Wagner. Kompletnie odmienne od modelowych początków herosów, które znamy aż za dobrze. Autor połączył ich wątki z całą historią Elijaha Snowa i jego rocznikiem metaludzi. To też świadczy o całym zamyśle Warrena Ellisa, czyniącym z „Planetary” komiks wyjątkowy na tle mu podobnych. Jest on trochę jak XIX powieści przygodowe po syntezie z komiksami Marvela i DC. Widoczne jak na dłoni są inspiracje światami komiksów obu wydawnictw, użyte sprawnie i bez oślepiającej dosłowności. Niektóre z nich zdają się ulepszoną wersją oryginałów.

Ostatnią zarejestrowaną przeze mnie współpracą Johna Cassaday’a z DC był „Hellblazer” w „Odrodzeniu”. Nie był to mój ani ulubiony okres w biografii Johna Constantine’a, ani w twórczości rysownika. „Planetary” to natomiast dzieło sprzed kilku lat, gdzie Cassaday nie czuł na plecach oddechu mnogości rysowników z oryginalnego „Hellblazera” i mógł popuścić wodze fantazji przy śmiałych pomysłach Warrena Ellisa. Tym samym stworzył jedną z najlepszych pozycji ze swojego portfolio. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że nawet swoje opus magnum.

Normą w komiksach są crossovery, niekiedy wykraczające poza ramy jednego wydawnictwa. Ich ilością pochwalić się może Mroczny Rycerz. Batman między innymi na swej drodze spotkał Predatora, sędziego Dredda, Hellboy’a i konkurencyjnego Daredevila. Tym razem los łączy go z ekipą z Planetary i to w kilku epokach. Zmyślny hołd dla jego postaci pod płaszczykiem kolejnej sprawy Elijaha Snowa i jego ekipy zdecydowanie dominuje nad ponurą rzeczywistością, w której Batman/Superman/Wonder Woman stają naprzeciwko ludzi Snowa. Ellis jest dobry w tworzeniu mrocznych wątków, ale ten wydawał się napisany dość skrótowo. Nie mieliśmy jednak okazji poznać opowieści, gdzie pojawia się grupa Authority, niemal u nas nieznana.

„Planetary tom 2” to powieść graficzna krzyżująca ze sobą wiele gatunków niczym wspomniana na jej łamach multiwersalny trójwymiarowy płatek śniegu złożony z dwuwymiarowych płąszczyzn. Brzmi to może skomplikowanie i jeśli chcecie zrozumieć co mam na myśli, sięgnijcie po ten komiks. Kolejną pozycją z DC Deluxe jest „Batman: Szalona miłość i inne opowieści” i choć zapewne pojawi się ona u mnie na półce, to „Mister Miracle” jest tym światełkiem w tunelu, na którego przyjazd czekam najbardziej.

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego.

Komiks do nabycia w internetowym sklepie Egmontu.