Batman tom 8: Zimne dni

„Batmana” Toma Kinga dzielę na dwa etapy. Pierwszy z nich obejmuje okres do „Ślubu” i niejako wprowadza czytelnika w zamysł i realia stworzone przez autora. Kolejny zbliża bohatera do nieuchronnego starcia z Bane’m i Flashpoint Batmanem. Ósmy tom serii jest też przystankiem po kolejnej traumie, które mocno wpłynęła na Bruce’a i jego alter ego. King na dokładkę serwuje Mrocznemu Rycerzowi kolejną tragedię, którą będzie miała wpływ nie tylko na niego.

Bruce Wayne zostaje powołany do ławy przysięgłych w sprawie Mister Freeze’a. Co ciekawe, łotr został posłany za kraty przez niego samego. Nie tylko samymi pięściami, ale i udowodnieniem jego winy. Ciekawie zaczyna się robić, gdy Bruce zaczyna powątpiewać w swoje czyny względem Victora Friesa. I tak zaczyna kwestionować sposoby działania samego siebie. Analizuje Batmana i jego mit, który w sercach obywateli Gotham jest silny. W ten sposób rozlicza samego siebie i próbuje skonfrontować swą misję z ostatnimi wydarzeniami. Jaki jest tego finał? Musicie sami koniecznie to sprawdzić.

Przed „Nowym DC Comics!” pelerynę Batmana nosił Dick Grayson, czego śladem u nas jest komiks „Batman” Mroczne odbicie”. Po nowym starcie powrócił on do roli Nightwinga, a po fikcyjnej śmierci porzucił służbę herosa i zaczął współpracę z organizacją Spiral. Po czym na powrót założył maskę, co mieliśmy szansę śledzić solowym „Nightwingu”. Jego kontakty z Bruce’m bywały różne, choć trzeba przyznać, że czasami był bliższy mu niż jego prawdziwy syn. W „Zimnych dniach” dochodzi do incydentu z udziałem Dicka, który wpłynie na Batmana, ale o wiele silniej odmieni Graysona. Dla obu panów jednak będzie stanowił kamień milowy w dalszym rozwoju, niestety niekoniecznie w pozytywną stronę.

Tom King ma swój styl prowadzenia historii. Lubuje się w dialogach zza kadru, mocno stawia na dobór rysowników, którzy swymi pracami uzupełniają jego słowa. Ale ucieka się również do niestandardowych metod. W tym tomie przykładowo pojawiła się pewna baśń, której nie radziłbym czytać pociechom, mimo stadka uroczych zwierzątek. Splata się ona z potyczką Batmana z łotrem i porusza na dwóch płaszczyznach często trudny temat kontaktów ojca i syna. Znany Bruce’owi bardzo dobrze i nie chodzi wyłącznie o Robinów.

„Zimne dni” zawierają w sobie rysunki Lee Weeksa, Matta Wagnera i Tony’ego S. Daniela. Weeks chyba najtrafniej ujął charakter historii Kinga i epizodu z Freeze’m. Może to spadająca temperatura za oknem, a może warsztat artysty sprawił, że poczułem wyczuwalny z nich chłód. Pojawia się też Matt Wagner, który „Batman: Świt mrocznego księżyca” jasno dał do zrozumienia, że lubi standardowe plansze, z kolei Tony S. Daniel to typ twórca dobry, choć słabo zapadający w pamięć. Bez zerknięcia na branżowe portale nie przypomniałbym sobie, że pracował choćby w „Lidze Sprawiedliwości”.

„Batman” nabiera rumieńców, a Tom King kreśli coraz jaśniejszy obraz swej wizji. Zapowiedział on już, że w karierze Mrocznego Rycerza nastąpią kluczowe zmiany, a na dowód przytoczyć można dość istotny zgon w Rodzinie. U nas na razie przyjdzie na to poczekać, choć już teraz zauważyć można, że Batman jest złamany. Nie tak dosłownie, jak w „Knightfall” ale maska mrocznego stróża prawa opada, ukazując oblicze nader ludzkie i wątłe. Gdzieś tam możemy zacząć zadawać sobie pytanie- jakiego Batmana zostawi po sobie King? Jeśli finał jego prac będzie równie dobry co nagradzane Eisnerami tytuły, to jestem spokojny o Gotham i jego obrońcę.