Batman: The Dark Knight Returns – Part 1 / Part 2 (2012 / 2013) – Recenzja

Jeżeli jest jedna historia, która najlepiej definiuje współczesnego Batmana to jest to zdecydowanie “Powrót Mrocznego Rycerza” Franka Millera. Ta seria, razem ze “Strażnikami” Alana Moore’a bywa nawet uznawana za kamień milowy w historii komiku, który przypieczętował brązową erę komiksu i rozpoczął erę współczesną. Na palach obu rąk nie da się policzyć adaptowania pewnych elementów tej historii na ekrany, jednak dopiero w 2012 otrzymaliśmy bezpośrednie przełożenie komiksu na formę filmową. I słowo “przełożenie” nie jest tu użyte przypadkowo, gdyż “Batman: The Dark Knight Returns” jest ekranizacją pełną gębą, przenosząc komiks na ekran jedynie z drobnymi zmianami. Jest to też pierwszy przypadek, kiedy WB Animations podzieliło swój film na dwie części, by móc jak najpełniej przedstawić swoją historię. W odróżnieniu zatem od standardowego 70-minutowego formatu animowanych filmów DC, tutaj czeka nas 140 minut seansu.

Bruce Wayne ma obecnie 55 lat i od dekady nie działa już jako Batman. Przyjaźni się z siedemdziesięcioletnim komisarzem Gordonem (który wie już że Wayne był Batmanem), który niedługo ma przejść na emeryturę. Joker znajduje się w Arkham Asylum w katatonicznym stanie, natomiast Harvey Dent / Two-Face zostaje uznany za wyleczonego i po przejściu operacji plastycznej, zostaje wypuszczony z ośrodka. I choć zdaje się, że świat radzi sobie ze starymi problemami, pojawiają się też nowe. Zimna Wojna trwa w najlepsze, co wzmaga społeczne niepokoje, w Gotham ma miejsce nowa fala przestępstw, w których prym wiedzie gang tzw. Mutantów, a Dent szybko znika, co może oznaczać, że ponownie zszedł na ścieżkę zbrodni. To wszystko wraz ze wspomnieniami tragicznych wydarzeń, które ukształtowały Mrocznego Rycerza powoduje, że podstarzały Bruce ma już dość bycia biernym i postanawia raz jeszcze przeobrazić się w Zamaskowanego Krzyżowca, by raz jeszcze stanąć w obronie tych, którzy sami nie potrafią się obronić.

Jak już powiedziałem, animacja jest bardzo wierną ekranizacją pierwowzoru. Do tego stopnia wierną, że wiele komiksowych kadrów jest przeniesionych wprost z komiksu do filmu. Oczywiście, poczyniono pewne zmiany: niektóre sceny poprowadzone są w nieco inny sposób, tu i ówdzie coś dodano, lub usunięto, uładzono część dialogów, ale w ogólnym rozrachunku film przedstawia identyczną historię co komiks. Miałbym jedynie jeden większy zarzut i dwa zdecydowanie mniejsze. Przede wszystkim w filmie brakuje zdecydowanej większości wewnętrznych dialogów Bruce’a, które tworzyły niesamowity klimat całej opowieści. Batman nie jest postacią która wiele mówi i często narracja introspektywna jest jedynym sposobem, by dowiedzieć się co o kłębi się w głowie Mrocznego Rycerza. Oryginalny komiks zrealizował to świetnie, przy okazji pokazując nam jak te 10 lat “emerytury” zmieniło Bruce’a pod względem przemyśleń, ale i też ograniczeń, których jest świadomy. Te dwa mniejsze zarzuty to może być wina faktu iż przeczytałem ten komiks zdecydowanie zbyt wiele razy. Przede wszystkim: scena walki Batmana z policjantami na dachu studia telewizyjnego, gdy Joker ma być gościem wieczornego programu. W komiksie Batman ląduje na dachu już z odpalonym termitem, a pierwszą rzeczą jaką robi po wylądowaniu jest skok za osłonę. W trakcie skoku już rzuca w stronę policjantów zasłonę dymną. Dopiero wtedy rusza do starcia z policją. Cała scena jest krótka i zajmuje raptem jedną stronę, ale świetnie pokazuje, że pomimo wieku Batman zachował nawyki i pamięć mięśniową, a także nadal jest wierny filozofii maksymalnego przechylenia szali na swoją stronę jeszcze przed rozpoczęciem starcia. Jak ta walka wygląda w animacji? Batman ląduje na dachu i w świetle reflektorów powala dziesięciu policjantów, po czym w końcu wyrzuca bomby dymne. Wiadomo, jest to znacznie bardziej efektowne, jednak przy okazji scena straciła sporo duszy. Drugim uchybieniem, który rzucił mi się w oczy jest scena kończąca starcie Batmana z Two-Facem w oryginale Batman klęka obok Denta i przytula go, gdyż jest mu zwyczajnie szkoda swojego wroga który chciał się zmienić, lecz mimo lat spędzonych na leczeniu, nie potrafi tego zrobić. W animacji po prostu patrzy na niego z góry.

Co do jakości samej animacji to WB Animations zasługuje tutaj na pochwałę. Jakość stoi na zdecydowanie wyższym poziomie niż w przypadku większości animowanych filmów DC. Widać, że budżet filmu nie został spożytkowany wyłącznie na czas trwania animacji, ale też na jej poziom. Oprawa jest odpowiednio mroczna, co świetnie wprowadza w mrok dystopicznego wręcz miasta Gotham. Z racji wierności oryginalnej historii, film może spokojnie służyć za alternatywę do komiksu, który już niestety może wydawać się mało atrakcyjny. A, że animacje nie starzeją się tak szybko jak komiks, adaptacja “Batman: The Dark Knight Returns” może niedługo stać się tą częściej eksplorowaną przez nowych czytelników wersją historii.

W kwestii obsady mam mieszane uczucia. O ile Michael Emerson jako Joker robi niesamowitą robotę i nie ustępuje na krok Markowi Hamilowi, chociaż jego interpretacja księcia zbrodni różni się od tej do której zdążyliśmy się przyzwyczaić. Ariel Winter również błyszczy jako Carrie Kelley, nadając życia nowej Robin, która choć jest posłuszna nowemu przełożonemu, dalej ma w sobie pokłady młodzieńczej zadziorności. Niestety Peter Weller nie przekonał mnie do swojego Batmana. O ile w spokojnych scenach jego doświadczony, spokojny głos jeszcze sprawdza, to w scenach które wymagają ukazania gniewu aktor wcale go nie moduluje, sprawiając, że głos Mrocznego Rycerza jest strasznie monotonny przez cały film.

Nie jestem specjalistą od dźwięku. Zazwyczaj nie przykładam uwagi nad muzyką, gdyż zabiegi operatorskie są dla mnie o wiele ciekawszym aspektem kreowania filmów. Tutaj jednak jest inaczej. Cała animacja przepełniona jest symfonicznymi utworami, które nadają epickości całemu widowisku. Kompozycje te przeplatane są z tymi granymi na syntezatorach. Podświadomie łączy to w naszych głowach fakt iż miejscem akcji jest tak Gotham, które nie raz udowodniło nam swój gotycki rodowód (jak w przypadku Batmanów Burtona), ale też przyszłość, która brzmi w zdecydowanie bardziej sztuczny i “skomputeryzowany” sposób.

Czy “Batman: The Dark Knight Returns” jest filmem ideanym? Nie. Czy jest filmem bardzo dobrym? Jak najbardziej. Klasyczna i ponadczasowa historia, ponadprzeciętna w porównaniu z innymi animacjami DC grafika, zapadająca w pamięć ścieżka dźwiękowa i dziedzictwo jakie pierwowzór ukłuł dla siebie sprawiają, że jest to jedna z najlepszych animacji poświęconych komiksom DC jakie wyszły ze stajni WB Animations. Film nie wystrzega się błędów (głównie w postaci mało wyrazistych aktorów głosowych), ale część z nich wynika z porównywania go do dzieła oryginalnego. Jest to jednak godna adaptacja tej kultowej historii, która w przyszłości może być tą docelową, po którą będą sięgali ludzie chcący dowiedzieć się w jaki sposób Frank Miller i jego historia o Batmanie na zawsze zmieniła całą komiksową branżę.

OCENA (PART 1): 8
OCENA (PART 2): 9
OCENA OGÓLNA: 9