Batman tom 12: Miasto Bane’a

Koniec długiej przeprawy z Tomem Kingiem w świecie Batmana. No powiedzmy, że koniec – King aktualnie realizuje osobną miniserię domykająca wątek zapoczątkowany w tej, ale cichosza, żeby nie spoilerować. King Batmana mocno podzielił czytelników. Jestem po stronie fanów, ponieważ lubię długie, rozbudowane fabuły, konsekwentnie realizowane i tu to dostałem. Żałuję, że to już koniec. Czy finał serii Kinga jest odpowiedni?

Fabuła była dość przewidywalna po finale poprzedniego tomu – Bane przejął Gotham, zastępując wpływowych mieszkańców kryminalistami. Stąd Joker i Strach na wróble są stróżami prawa, a Thomas Wayne działa jako Batman. Zmian jest znacznie więcej. Bruce dochodzi do siebie, żeby w porę wrócić do miasta i pokazać Bane’owi i spółce gdzie raki zimują. Łudząco podobne do “Mroczny Rycerz Powstaje” – może i taka była inspiracja, kto wie.

Ostatni tom serii “Batman” ładnie domyka całość. King nie zapomina o żadnym wątku i konsekwentnie, w odpowiednim momencie, zwieńcza wszystko. Finałowe starcia, choć przegadane, są widowiskowe i pasujące do klimatu Kinga. Większość zwrotów była mocno przewidywalna, co nie zepsuła przyjemności z lektury. Parę razy zaskoczył mnie King, ale odstępstw od reguły mógłbym zliczyć na palcach jednej ręki – scen, a raczej scena, mających ogromnych wpływ na świat Batmana, co konsekwentnie trzymane jest przez wydawnictwo po dziś dzień. Nieco późno King przypomniał sobie o pewnych wątkach np. przedstawienie motywacji Thomasa, ale grunt, że je dostaliśmy i ładnie uzupełniło całość.

W pierwszym akapicie wspomniałem, że podoba mi się wizja Kinga – Autor stworzył rozbudowaną historię, wypełnioną mnóstwem pobocznych wątków razem budująca ciekawy świat. Akcja jest odpowiednio wyważona z naciskiem na psychologiczną stronę bohaterów. Zatem skąd w tym wszystkim narzekania ze strony niezadowolonych czytelników? Przecież mamy spójną, długą historią wypełnioną akcji? Problemy widzę ,a są nimi dwie kwestie idące ze sobą w parze, które pojawiły się i w tym tomie – Rozciągnięta akcja wraz z drewnianymi dialogami. King przeciąga wiele wątków do granic możliwości, które spokojnie można by skrócić i byłyby ciekawsze. Może nie kułoby to tak po oczach, gdyby nie drewniane dialogi, co najlepiej przedstawiają rozmowy Batmana z Catwoman. Pikanterii tyle, co w zbieraniu ziemniaków na polu.

Drewniane dialogi Kinga sponsorują sceny pozbawione emocji. Jest wiele zwrotów, które wręcz proszą się, żebyśmy nad nimi uronili łzę, przeżywali załamania nerwowe, czy rozgrzewali się jak czajnik nad ogniem widząc Batmana baraszkującego z Catwoman. No niestety nie. Każda scena Kinga poprowadzona jest tak, że tych emocji nie ma. Odczuwalne jest to w pewnym, arcy ważnym, momencie z finałowego tomu, wywracającego światem głównego bohatera. Czytając miałem “okej, stało się, no trudno, idziemy dalej”. No nie do końca taka powinna być reakcja czytelnika, a powodem raczej nie jest serce z kamienia.

Artystycznie mamy mieszankę wedlowską. Kinga wsparło łącznie czterech artystów, różniących się stylami. Większość komiksu została narysowana przez Tony’ego S. Daniela i Mitcha Gerardsa, za co jestem wdzięczny. Świetna kreska (trzymanie odpowiednich proporcji ciał nadająca realistyki oraz dynamiczne, efektowne ujęcia) z odpowiednią kolorystyką Mitcha, dobrze operującego światłem i cieniem. Niestety swoje 5 groszy dodał John Romita JR, którego kanciaste postacie są koszmarem, na szczęście nie prześladującym mnie po nocach. Jego szkice, wybijające z klimatu, nie uratował nawet Gerads.

Mam mieszany stosunek po “Miasto Bane’a”. Z jednej strony komiks jest godnym finałem, dający mnóstwo satysfakcji, uśmiechu na twarzy. Z drugiej strony historia jest przewidywalna, no i nie zabrakło nieszczęsnego rozciągania akcji i drewnianych dialogów. Po komiks warto sięgnąć, nawet jeśli nie czytaliście poprzednich tomów, ponieważ zachodzą tu ważne zmiany w życiu Batmana, z którymi lepiej obeznać się.

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego. Komiks możecie nabyć w internetowym sklepie Egmontu.