Liga Sprawiedliwości. Tron Atlantydy
Kolejna powrót do przeszłości! Po latach wróciłem do komiksu „Liga Sprawiedliwości. Tron Atlantydy”, który w Polsce ukazał się w 2014 roku. Możemy powiedzieć, że jest to mini wydarzenie w świecie DC rozgrywającym się wyłącznie na łamach tej serii, gdyż skala działań Atlantydy zwiększyła procent powierzchni wód na ziemi. Czy komiks daje radę po prawie 10 latach od swojej premiery? Zdecydowanie tak!
Komiks zaczyna się krótką, dwurozdziałową historią o Cheetah. Barbara jest w posiadaniu mocy Bogini Łowczyni, co wpływa na życie właścicielki. Właściwie to posiadaczka mocy wpływa na boginię. Geoff Johns zgłębia przeszłość bohaterki pokazując, że była ona „zła” od dawna i miała niekorzystny wpływ na moce, które przekształciły ją. Zmiany wpływają na jej otoczenie, w tym Wonder Woman. Ich przyjaźń legła w gruzach. Negatywne doświadczenie dystansuje bohaterkę z innymi superbohaterami. Wyjątkiem jest Superman, z którym się zbliża będąc uroczym, delikatnym i sympatycznym nawiązaniem miłosnej relacji.
Cheetah obrała za cel pewne plemię chąc ich pozbawić życia. Innego zdania jest JL czując się w obowiązku powstrzymać dawną przyjaciółkę Diany. Walki są zacięte, szybkie i dynamiczne, rozgrywające się w nietypowym środowisku jakim jest dżungla. Niestety całość kończy się za szybko, a potencjał nie został wykorzystany. Wątek zasługiwał na historię objętości tego albumu, dzięki czemu starcie z gepardką byłoby bardziej emocjonujące.
Przechodzimy do głównego dania jakim jest tytułowy „Tron Atlantydy”. Przypadkowo marynarka wojenna posłała rakietę w pobliżu legendarnego królestwa, Atlantydy, w które nikt na powierzchni nie wierzy. Jest to podstawa konfliktu zaczynającego się chwilę później. Największe miasta zostają zalane, co niesie potężnie żniwo. Liga staje na nogi próbując siłą zatrzymać armię podwodnego królestwa kryjąca się w wodach zalanych miast. Aquaman próbuje zażegnać konflikt nim oszkaluje dalej. Uczestniczy w rozmowach pomiędzy Ormem, jego bratem i królem Atlantydy, a JL. Rozmowy komplikują się z wpływem zewnętrznych sił. Następstwami tego jest rozdmuchana akcja.
Bardzo podobała mi się skala, podbudowa i dynamika rozwoju sytuacji. Niewinny początek prowadzi do ogromnych konsekwencji, których wizualizacja pozytywnie przerażała mnie. Widok zalanego miasta, bezsilności bohaterów czy licznych ofiar alarmował o powadze sytuacji przewyższającej zagrożenie z pierwszego tomu. Atlantydę ukazano jako zaawansowanych technologicznie lud z własnymi zasadami. Wyjątkiem jest Orm, który poza pychą i dumą nie prezentuje wielce strategicznego podejście z zagrożeniem po swojej osobie – mocny w gadce, niekoniecznie pięściach, a działania armii to plan ułożony przez jego brata lata temu.
Wydarzenie zostało dobrze poprowadzone. Starcia są widowiskowe, pięknie ilustrowane mogąc z nich czerpać rozrywkę oraz emocje. Johnsonowi udało się wykorzystać okazję do wprowadzenia nowych elementów rzutujących na kolejne serie w tym czasie (m.in. powstanie serii „Amerykańska Liga Sprawiedliwości”). Przełożyło się to na intrygę z wyprowadzeniem w pole, jeśli chodzi o faktyczną przyczynę konfliktu. Dajcie wiary, że to co Wam wydaje się oczywiste od początku, takie nie będzie bliżej końca.
Bardzo podobało mi się ujęcie Aquamana we wszystkim. Komiks dopowiada nowe elementy z przeszłości bohatera, a jego zaangażowanie w wir obecnej akcji podkreśla jak stanowcza i twardą charakterem jest to gość. Arthur niczym nie odstaje od Supermana czy Batmana, nawet w wielu momentach ich przegaduje czy przebija siłą fizycznych argumentów. Pierwszy i trzeci tom tej serii są dobrymi materiałami do liźnięcia tej postaci.
„Tron Atlantydy” jest moim ulubionym albumem tej serii. Szkoda tylko, że dwuczęściowa historia nie otrzymała rozwinięcia dodatkowymi zeszytami. Zapraszam Was do wideo recenzji, jeśli chcecie zobaczyć komiks lub usłyszeć o nim nieco więcej – lepiej czuję się w mowie niż piśmie.

