Superman (2025) – Opinia bezspoilerowa
„Superman” to pierwszy pełnoprawny film zrealizowany w ramach nowego DCU, a zarazem drugi projekt całego uniwersum, poprzedza go animowany serial „Creature Commandos”. Akcja filmu toczy się trzy lata po tym, jak Superman oficjalnie rozpoczął działalność jako superbohater, oraz trzy miesiące od momentu, w którym Clark Kent zaczął spotykać się z Lois Lane. Superman to bohater zasłużony, odważnie i bezpośrednio podejmujący się rozwiązywania realnych problemów współczesnego świata. Jego działaniom z niepokojem przygląda się Lex Luthor, który dopiero teraz wychodzi z cienia. Jego celem jest zniszczenie reputacji Supermana i odebranie mu wolności, boi się, że Kryptończyk stanowi zagrożenie dla ludzkości.
Fabuła filmu nie jest szczególnie złożona. Pokuszę się wręcz o stwierdzenie, że jej główny motyw, konflikt Supermana z Luthorem, jest dość ograny, a w wielu momentach można dostrzec wykorzystywanie znanych schematów, przez co niektóre rozwiązania fabularne są boleśnie przewidywalne. Mimo to historia została opowiedziana solidnie, spójnie i zrozumiale, bez konieczności zagłębiania się w klasyczną genezę postaci. Informacje są podawane w odpowiednich momentach, w kilku zdaniach tłumaczone są kluczowe zasady świata przedstawionego, co pozwala nowym widzom łatwo „połączyć kropki”, a znawcom przypomnieć kontekst. Przykładem jest scena w Fortecy Samotności, w której roboty przywołują w skrócie genezę Supermana. To dobre rozwiązanie narracyjne (ale nie idealne, o tym za chwilę), które nie hamuje tempa opowieści, a jednocześnie pozwala zbudować fundamenty pod dalszy rozwój uniwersum. Film oferuje znacznie więcej niż pokazano w zwiastunach. Pojawiają się nowe wątki i postacie, o których nie wspominano w materiałach promocyjnych, co oceniam bardzo pozytywnie. Pomimo znajomości kampanii reklamowej, film kilkukrotnie mnie zaskoczył. To również produkcja, która przystępnie tłumaczy zasady świata i wyznacza kierunek rozwoju całego uniwersum. Moim zarzutem pozostaje jednak nie do końca udane tempo wprowadzania niektórych informacji. Niektóre sceny, jak np. wspomniane przeze mnie roboty Supermana łopatologicznie tłumaczyły cały proces leczenia w Fortecy Samotności, co wypadło sztucznie, zbyt dydaktycznie, co osłabia ich emocjonalny wydźwięk, wręcz przegadane wydłużenie sceny, kilka razy było jeszcze w filmie.

Pomimo klasycznego rdzenia, fabuła wnosi świeżość do kina superbohaterskiego m.in. dzięki wątkom politycznym, społecznym i social media, które zyskują na znaczeniu w miarę działań Supermana. Każde jego posunięcie wywołuje reakcje, podobnie reszty bohaterów, które ukazywane są w formie telewizyjnych wywiadów i komentarzy w mediach społecznościowych. Elementy te nie są jedynie dodatkiem, ale realnie wpływają na działania postaci, budując wiarygodny i konsekwentny świat, w którym każde działanie pociąga za sobą określone skutki. Niestety, mnogość wątków sprawiła, że nie wszystkie zostały odpowiednio domknięte np. temat reakcji społeczeństwa w social mediach, mimo że początkowo rozwijany, nagle znika z ekranu po ujawnieniu kluczowych informacji, co w kontekście dzisiejszej roli internetu wydaje się mało wiarygodne. Identycznie było w finale filmu, w którym domknięto większość wątków ale losy kilku postaci zostawiono z pytaniami. Znajdując pytania można wskazać jeszcze kilka drobniejszych kwestii fabularnych, na których zabrakło bezpośredniej odpowiedzi ale samodzielnie można było coś wydedukować np. motywacje Inżynier.
Ciekawym dodatkiem do fabuły jest motyw moralności. Choć film jest przystępny także dla młodszych widzów, nie wszyscy bohaterowie kierują się tym samym kodeksem co Superman. Szczególnie wyraźne jest to w jego relacjach z Gangiem Sprawiedliwości. Superman za wszelką cenę stara się ratować każde życie, podczas gdy reszta postaci prezentuje bardziej elastyczne podejście. Twórcy nie przekroczyli granicy dobrego smaku, nie czyniąc filmu zbyt brutalnym, ale obecność tego tematu bardzo mi się podoba. Wszystko sprowadza się do różnorodności i niejednolitości zachowań/decyzji/celów/motywacji. Oddaje ducha komiksów DC bez przesadnego mroku znanego z DCEU. To także wątek, który James Gunn ujął z różnych perspektyw i który ma potencjał do dalszego rozwijania w przyszłych produkcjach.
Ogromne wrażenie zrobiła na mnie kreacja Supermana. Komiksowe inspiracje, o których wspominał James Gunn, nie były tylko chwytem marketingowym, a przełożyły się na autentyczną interpretację postaci. Superman to twardy, a jednocześnie pogodny bohater, z prostym, ludzkim podejściem do życia. Widać to w relacjach z ludźmi, w codziennych sytuacjach i w relacjach rodzinnych. Zwłaszcza z rodzicami, co zostało ukazane bardzo ciepło. Najważniejsze jednak, że podkreślono jego kluczowe wartości: stawianie życia każdej istoty ponad wszystko. Niezależnie od tego, czy waliły się budynki, czy gigantyczne stwory siały zniszczenie w Metropolis. Superman znajdował czas, by ratować ludzi i zwierzęta. Nawet jego więź z Krypto, choć subtelnie ukazana, była wzruszająca. Szczególnie w scenie, w której tłumaczy Lois, dlaczego musi podjąć pewną decyzję właśnie ze względu na swojego psa. Jest więcej treści oddających istotę Supermana, jego symbol nadziei, ale to trzeba samemu doświadczyć zamiast o tym opowiadać. Jedno mogę powiedzieć. TO JEST MÓJ SUPERMAN!

Równie pozytywnie oceniam kreacje pozostałych bohaterów, które pozostają wierne komiksowym pierwowzorom. Mr. Terrific to perfekcjonista i myśliciel z chłodnym podejściem do emocji i charakterystycznym, sztywnym humorem. Gardner to z kolei arogancki dupek ze złotym sercem, którego ego dominuje, ale potrafi działać, gdy sytuacja tego wymaga. Bardzo podobało mi się, jak dużo uwagi poświęcono redakcji „Daily Planet”. Jej udział w fabule był istotny, a sami reporterzy mieli swoje momenty. Perry White to prawdziwy redaktor z krwi i kości, który nawet w chaosie potrafi zachować zimną krew, a Olsen zjednuje sobie sympatię pogodą ducha i błyskotliwością. Nie wszystkie postacie wypadły równie dobrze np. Cat Grant została zredukowana do stereotypowej „ładnej blondynki”, co jest sporym rozczarowaniem. Mikaela Hoover nie miała wiele do zagrania, podczas gdy Sara Sampaio jako Eve Teschmacher potrafiła wnieść więcej wartości do filmu, dodając przerysowania, które urozmaicały ekran.
Na osobną uwagę zasługują Lois Lane i Lex Luthor. Lois to nie tylko partnerka Supermana, ale samodzielna, zdeterminowana i profesjonalna reporterka. Odważna, nieustępliwa, bystra, potrafi irytować otoczenie, ale nikt nie może jej odmówić kompetencji. Z kolei Lex Luthor to ucieleśnienie złowrogiego intelektu: cyniczny, przebiegły, piekielnie inteligentny. Potrafi rozszyfrować działania Supermana i wprowadza technologie, które mogą zrewolucjonizować świat, jak choćby koncepcja wymiaru kieszonkowego. Jest prawdziwym zagrożeniem i być może najwierniejszą wersją Luthora, jaką widzieliśmy w filmach.
I wreszcie… Krypto! Choć był jednym z głównych elementów marketingu, jego rola w filmie nie została przesadnie rozbudowana. Ukazany bardziej przez pryzmat realistycznych psich zachowań przerysowanych supermocami, potrafi rozczulić, ale i zirytować. Moja relacja z tą postacią była ambiwalentna. Połowa scen mnie poruszyła, druga połowa drażniła. Niemniej jego obecność nie była zbędna, Krypto odegrał ważną rolę w finale filmu.

Film Jamesa Gunna to przede wszystkim mistrzowsko dobrana obsada. David Corenswet idealnie balansuje między postacią Clarka i Supermana, zarówno fizycznie, jak i emocjonalnie udowadniając, że jego wybór do tej roli był uzasadniony i nie jest spadkiem jakości. Rachel Brosnahan znakomicie oddaje temperament Lois Lane, a Nicholas Hoult jako Luthor wnosi niesamowitą intensywność i chłód. Nathan Fillion świetnie oddaje sarkastyczny charakter Gardnera, Anthony Carrigan zaskakuje emocjonalną głębią w interakcjach z Supermanem, a Edi Gathegi perfekcyjnie uosabia Terrifica czyli chłodnego intelektualistę, który wyraźnie wyróżnia się wśród reszty. Obsada to strzał w dziesiątkę i warto ocenić ich kreacje na własne oczy.
Sceny akcji są widowiskowe. Efekty specjalne są dopracowane, a praca kamery kreatywna podkreślająca potencjał mocy bohaterów. Szczególnie imponujące były sceny z Terrificiem operującym swoimi sferami, a także sekwencje lotu Supermana: dynamiczne, szczegółowe, z realistycznymi efektami, choć momentami zaburzone perspektywą. Strona audiowizualna zasługuje na duże uznanie. Muzyka podbija emocje, a żywa kolorystyka oddaje energię i zgiełk świata przedstawionego. Ten film warto zobaczyć w kinie, na słabszym sprzęcie może nie wybrzmieć równie dobrze.
Humor w filmie został odpowiednio wyważony. Nie dominuje, ale też nie brakuje go w odpowiednich momentach. Każda postać wnosi coś własnego np. Gardner rzuca obcesowe żarty, Superman bawi swoją powagą, Terrific intelektualnym humorem, a Olsen znajduje się w absurdalnych, komediowych sytuacjach. Warto zwracać uwagę na tło, także ono dostarcza dodatkowego humoru i kontekstu. Bez zdradzania szczegółów to jedna z takich scen doskonale zagrała z teoriami fanów.
Na koniec polski dubbing. Jest porządnie wykonany. Głosy są dobrze dobrane, tonacja oddaje emocje, a tłumaczenia są w większości trafne. Choć w kilku momentach, szczególnie w dialogach z Gardnerem, odczuwałem, że teksty zostały nieco zbyt ugrzecznione, przez co traciły na intensywności.


