Wonder Woman (wydanie DVD) – Recenzja

Ogłoszenie castingowe Gal Gadot w roli Wonder Woman wzbudziło liczne kontrowersje. Wątpliwości zostały rozwiane wraz z premierą “Batman v Superman”. Amazonka podbiła serca fanów. Nic dziwnego, że tłumy fanów wybrały się na “Wonder Woman” i zachwycały produkcją widząc w niej nadzieję na filmowe uniwersum DC Comics. Czy po 3 latach film dalej wypada dobrze?

Pieczę nad filmem sprawowała Patty Jenkins i widać, że wpływ Snydera w produkcję filmu był minimalny. Historia przyjmuje właściwą chronologię wydarzeń, dzięki czemu przyswojenie genezy głównej bohaterki jest jasne i łatwe do przyswojenia. Opowiedziana przez Jenkins historia jest kompletna. Nie ma tu miejsca na niedopowiedzenia czy doszukiwanie się odpowiedzi. “Wonder Woman” naprawia podstawowe błędy, które w mniejszym stopniu towarzyszyły “Man of Steel”, a już po brzegi wypełniały “Batman v Superman”.

Fabuła nie jest skomplikowana. Wpierw poznajemy losy Diany na wyspie amazonkach, a z czasem obserwujemy jej poczynania w świecie, do którego rusza z misją zgładzenia Aresa. Jeśli chodzi o wspomnianego wroga to mamy ciekawą koncepcję. Wróg ujawnia swoje oblicze dopiero pod koniec produkcji. Czy było to kiepskie posunięcie? Była to moja myśl po pierwszym seansie “Wonder Woman“. Drugie podejście zmieniło mój kąt widzenia. Uważam, że koncepcja przedstawienia Aresa była jak najbardziej sensowna oraz pasująca do postaci. Bóg wojny został przedstawiony nie jako byt siejący zło, spustoszenie i zamęt własnymi rękoma, a genialny strateg, który w ukryciu działa wysługując się innymi, żeby osiągnąć własny cel.

Produkcja nie jest usłaną historią w kolorki. Klimatycznie film jest bliższy produkcją Snydera. Jest poważnie, lekko mrocznie ale bez przesady. Klimat jak najbardziej odpowiada czasom akcji. Widoki są ładne, kostiumy dopracowane w najdrobniejszych szczegółach i pozbawione kiczu, a efekty specjalne widowiskowe i realne. Wysoki poziom CGI najlepiej widać podczas scen akcji. Przykład? Scena na froncie czy następująca po niej potyczka w wiosce.

Drugi raz przekonałem się o trafionych decyzjach castingowych. Gal Gadot jest niezastąpiona w roli Diany, Chris Pine genialnie przedstawiający się jako Steve Trevor. Skusiłbym się na stwierdzenie, że interpretacja Trevora w jego wykonaniu jest lepsza od komiksowej wizji. Komiksowy Trevor nigdy nie był moim faworytem. Drugoplanowi bohaterowie wzbudzają sympatię i dużo wnoszą od siebie do klimatu filmu. Nie sposób narzekać na grupkę towarzyszącą Dianie i Trevorowi.

Wydanie DVD oferuje kilka wersji językowych. Jeśli chodzi o polskie aspekty to mamy do dyspozycji polskie napisy oraz dubbing. Przełamałem się i odpaliłem polski dubbing. Nie żałuję decyzji ponieważ dobory polskich głosów były świetnie dopasowane. Odnoszę wrażenie, że dystrybutor popracował nad jakością obrazu. Tym razem obraz był znacznie lepszy na moim laptopie, bez wytykania palcami pikseli. Dźwięk jak najbardziej czysty i bez zbędnych opóźnień.

Czy “Wonder Woman” jest zatem filmem doskonałym? Oczywiście, że nie. Film nie jest niczym przełomowym jeśli chodzi o produkcje superbohaterskie lecz z całą pewnością jest bardzo dobrym tytułem po Snyderowych wpadkach. Diana, niczym prawdziwa bohaterka, tchnęła nadzieję w filmowe uniwersum DC udowadniając, że w dalszym ciągu WB/DC jest w stanie wyprodukować film konkurujący na równi z Marvelem. Warto wspomnieć, że “Wonder Woman” była pierwszą produkcją opowiadającą o solowych przygodach żeńskiej superbohaterki z komiksów. Wyniki finansowe oraz recenzenci dowodzą, że nie był to strzał w kolano. Chętnie wrócę do “Wonder Woman” jeszcze nie raz.

Dziękujemy sklepowi Gandalf za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego.
Komiks i inne pozycje superbohaterskie znajdziecie w tej kategorii sklepu internetowego.