Strażnicy

Strażnicy

Są takie dzieła po których publikacji medium z którego pochodzą nie jest już takie samo. Książki zmieniły się po wydrukowaniu „Biblii” Gutenberga. Gry komputerowe zmieniły się po tym jak id Software wypuściło pierwszego „Dooma”. „Królewna Śnieżka i siedmiu krasnoludków” stało się kamieniem milowym nie tylko dla wytwórni Disneya, ale też dla całego świata animacji. Świat komiksów ma dwie publikacje, które można byłoby nazwać „game-changerami” dla swojego gatunku i co ciekawe obie zostały wydane w 1986 roku. Są nimi Batman: Powrót Mrocznego Rycerza” Franka Millera oraz „Strażnicy” Alana Moore’a i Dave’a Gibbonsa. Serie te zapoczątkowały Mroczną Erę Komiku, która według niektórych interpretacji trwa nawet do dziś. Jednak jeśli miałbym wskazać która z nich jest ważniejsza, to bez wahania wskazałbym tą drugą. Seria Moore’a zbudowała wokół siebie taką legendę, że DC postanowiło kontynuować dopiero prawie 25 lat później w postaci komiksu „Doomsday Clock”. Dzisiaj pochylimy się nad tą opowieścią, która jest wręcz antytezą komiksu superbohaterskiego.

Świat Strażników choć jest podobny do naszego, to różni się w kilku kluczowych kwestiach. U schyłku lat ’30 w Stanach Zjednoczonych pojawili się zamaskowani superbohaterowie. Wówczas nieobdarzeni żadnymi supermocami utworzyli drużynę Gwardzistów, która w czasie trwania II Wojny Światowej strzegła porządku w USA zaangażowanych w tym czasie w działania wojenne. Do drużyny tej należeli:

  • Nelson „Kapitan Metropolis” Gardner
  • Hollis „Nocny Puchacz” Mason
  • Sally „Jedwabna Zjawa” Jupiter
  • Byron „Człowiek-Ćma” Lewis
  • William „Dolarówka” Brady
  • Ursula „Sylwetka” Zandt
  • Eddie „Komediant” Blake
  • nieznany z cywilnej tożsamości „Zakapturzony Sędzia”

Po wojnie nastawienie opinii publicznej do samozwańczych bohaterów zmieniło się i w roku 1949 drużyna rozpadła się, a wielu z jej członków nie skończyło dobrze (Dolarówka, Sylwetka i Zakapturzony Sędzia nie dożyli do czasu akcji komiksu). W 1966 roku Kapitan Metropolis podjął próbę wskrzeszenia zespołu z nową nazwą (Pogromcy Zbrodni) oraz w nowym gronie. Drużynę mieli stanowić:

  • powracający Nelson „Kapitan Metropolis” Gardner
  • powracający Eddie „Komediant” Blake
  • drugi „Nocny Puchacz” – Daniel Dreiberg, który za młodu był fanem Hollisa Mason
  • druga „Jedwabna Zjawa” – Laurie Juspeczyk, która jest córką Sally Jupiter
  • Adrian „Ozymandiasz” Veidt
  • Walter „Rorschach” Kovacs
  • jedyny posiadający supermoce Jon „Doktor Manhattan” Osterman

Ten ostatni, wraz z Komediantem, pracują dla amerykańskiego rządu i razem przechylają szalę wojny w Wietnamie na stronę Stanów, co daje prezydentowi Nixonowi niesamowite poparcie, które zapobiega aferze Watergate. Druga grupa herosów zostaje rozwiązana w 1977 roku, kiedy to zostaje przegłosowana ustawa zakazująca wszelkich samowolnych aktywności poza tymi wspieranymi przez rząd. Herosi zmuszeni są zawiesić peleryna na kołkach. Komediant wykonywał dla Stanów różne mniej lub bardziej legalne zadania, Doktor Manhattan został straszakiem na Związek Radziecki (druga Jedwabna Zjawa została zatrudniona by dotrzymywać mu towarzystwa), natomiast Rorschach miał za nic prawo i samodzielnie kontynuował nielegalną aktywność jako mściciel.

Nowy Jork. Mamy październik roku 1985. Mimo obecności Doktora Manhattana atmosfera między USA a ZSRR jest napięta, a światu grozi atomowy konflikt. Komediant zostaje zamordowany poprzez wyrzucenie go przez okno własnego apartamentu. Choć z jego mieszkania giną pieniądze, to policja raczej nie wierzy w rabunkowy motyw zabójstwa, bo mimo bycia posuniętym w wieku, Eddie Blake był nadal sprawny i zdolny do walki. Rorschach podejmuje samodzielne śledztwo i dochodzi do wniosku, że ktoś wziął sobie za cel byłych superbohaterów. Próbuje ostrzec byłych kompanów, jednak nikt nie bierze jego obaw całkowicie poważnie wraz ze zgonami kolejnych bohaterów, a także osób które były z nimi związane zmienia się polityczny balans sił, a pozostali mściciele zmuszeni są połączyć siły i odkryć kto tak naprawdę stoi za morderstwami i jaki jest prawdziwy cel zabójcy.

Tak szczegółowy opis świata jest potrzebny, byście zdali sobie sprawę z jednej rzeczy – to nie jest komiks, do którego przyzwyczaiło nas to medium. Nawet dzisiaj w porównaniu do superbohaterów, których widujemy w kinach postacie ze „Strażników” zdają się zaprzeczać wszystkiemu co reprezentują heroiczni goście w rajtuzach.

Obecnie nikogo nie dziwi to, że komiksowe postacie nie są jednoznaczne. Mister Miracle ma za sobą próbę samobójczą, Harley Quinn to ucieleśnienie syndromu sztokholmskiego, Arsenal nadużywał narkotyków a sam Batman ma objawy nieleczonej depresji. Postacie ze „Strażników” również mają swoje problemy, jednak w latach ’80 takie przedstawienie komiksowych herosów było nie do pomyślenia. Gdyby Rorschach, który w dobrej wierze próbuje strzec publicznego porządku ze swoimi metodami pojawił się w Gotham to od razu znalazłby się na celowniku Batmana. Komediant dopuszczał się gwałtów i niepotrzebnej przemocy tak wobec mężczyzn jak i kobiet. Człowiek-Ćma trafił do zamkniętego zakładu dla psychicznie chorych. Sylwetka została zamordowana za bycie lesbijką. Pierwszy Nocny Puchacz popadł w depresję i został alkoholikiem a pierwsza Jedwabna zjawa była bohaterką pornograficznych komiksów co samej zainteresowanej niesamowicie schlebia. A to tylko niektóre z doświadczeń, które dotknęły mścicieli. Dekonstrukcja mitu superbohatera której dokonał Miller była rewolucja w komiksowym medium, bo poza dosłownie na palcach jednej ręki można policzyć występujące w „Strażnikach” postacie, które można określić jednoznacznie jako dobre. Świat wykreowany przez Moore’a nie jest czarno-biały. Zupełnie jak świat w którym żyjemy.

Mówiąc o „Strażnikach” należy rzec kilka słów o przedstawionym świecie. Nowy Jork lat ’80 jest sprzecznym miejscem, tak jak i jego rzeczywista wersja. Są tutaj oczywiście poczciwi i pomocni ludzie, którzy próbują jedynie przeżyć swój dzień, ale są też potwory w ludzkich skórach, którzy dokonują obrzydliwych rzeczy. W zależności od tego której postaci towarzyszymy, takie miasto widzimy. Doktor Manhattan widzi jedynie informacje, bez interpretowania ich jako dobre czy złe. Daniel i Laurie mimo znudzenia życiem widzą w świecie pozytywne aspekty, jednak uważają, że można dodatkowo postarać się, by sprawić że będzie jeszcze lepszy. Rorschach natomiast patrząc na Nowy Jork widzi głównie moralnie zepsuty motłoch, któremu należy się kara. Atmosfera jest szalenie ciężka, a wąskie i zatłoczone kadry Gibbonsa tylko potęgują efekt obcości i zaszczucia, które bywają bliskie i nam. Wraz z postępem historii i zaognieniem sytuacji politycznej jesteśmy świadkami tego jak świat zaczyna popadać w coraz większy chaos z ludzi zaczynają wychodzić ich prawdziwe natury. Dopiero wtedy zaczynamy dostrzegać które z postaci pochodzą z wizji Dana i Laurie, a które z koszmaru Rorschacha. Sami cywile mają na temat mścicieli bardzo różne odczucia. Od szacunku, przez akceptację, niechęć, aż do wrogości, bo czyny herosów polaryzują obywateli Nowego Jorku.

Od strony graficznej „Strażnicy” to choć minęło prawie 35 lat od publikacji serii to nie zestarzała się ona tak bardzo. To dlatego, że kadry mimo dość wysokiej szczegółowości zaprezentowane są w pastelowych barwach. Kiedy mamy do czynienia ze spokojnymi scenami kolory ze sobą kontrastują, dając nam znać na jakie elementy musimy zwrócić uwagę. Kiedy zaś akcja jest gwałtowna i brutalna to kolory zlewają się ze sobą. Do tego kadry w całej powieści pozbawione są linii ukazujących przemieszczanie się elementów na nich przedstawionych, a całą dynamika przedstawiona jest za pomocą odpowiednich póz naszych postaci. I sprawdza się to znakomicie.

Są takie komiksy które można przeczytać. Są takie, które warto przeczytać. „Strażnicy” należą do wąskiej grupy komiksów, które trzeba przeczytać. Wpływ jaki ta powieść graficzna wywarła na swoje medium jest nieoceniony. Możliwe, że gdyby nie Moore to do dziś komiksy nie byłyby uważane za poważne medium do opowiadania historii, a niskojakościowe czytadła dla dzieci i dorastających nastolatków. Myślę, że gdyby nie „Strażnicy” to nigdy nie otrzymalibyśmy takich serii jak „Sandman”, „Baśnie”, „The Walking Dead”, a także komiksów takich jak Kryzys Tożsamości, „Zabójczy Żart”, bądź „Kingdom Come”. Sam autor jest dziwakiem, którego styl może nam odpowiadać lub nie, ale talentu i pomysłu może mu pozazdrościć niejeden scenarzysta z każdego opartego na pisanej historii medium.

Dziękujemy sklepowi Gandalf za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego.

Komiks i inne pozycje superbohaterskie znajdziecie w tej kategorii sklepu internetowego.