Batman: Hush (2019) – Recenzja

Kiedy w lipcu 2018 roku zostały ogłoszone prace nad ekranizacją komiksu Batman: Hush”, fani byli niezwykle zadowoleni. Komiksowy pierwowzór jest jednym z komiksów, który poleca się nowym czytelnikom, by lepiej poznali świat Batmana. Pojawia się w nim większość ówczesnych sojuszników Nietoperza oraz cała galeria łotrów z Gotham, jednak głównym antagonistą jest ktoś zupełnie nowy. Za sam komiks odpowiadają dwie spośród największych komiksowych tuzów: Jeph Loeb i Jim Lee. Komiks stał się jednym z klasyków jeśli chodzi o historie o Batmanie. Czy film ma taką samą szansę? Na wstępie warto też przypomnieć o tym, że film należy do animowanego filmowego uniwersum DC (w ramach którego ukazały się min. “Justice League: War”, “Justice League Dark” czy “Suicide Squad: Hell to Pay”), a sam “Batman: Hush” jest kontynuacją “Batman: Bad Blood” w którym już Batrodzina została nam przedstawiona.

Przed recenzją mała uwaga: postaram się ocenić film jako osobny twór, a nie ekranizację komiksu. Wychodzę z założenia, że dzieło powinno bronić się samo, a jego czytelność nie może wymagać znajomości adaptowanego dzieła. O tym jakie są główne różnice opowiem na samym końcu. Ah, i przede wszystkim NIE JEST TO ANIMACJA DLA MŁODSZYCH WIDZÓW. Sceny łóżkowe co prawda nie pokazują nic “newralgicznego”, jednak animacja jest dość brutalna, a krew leje się w niej niejednokrotnie.

Film rozpoczyna się na bankiecie, na którym Bruce spotyka będącą incognito Catwoman, która od 16 miesięcy nie popełniła żadnego przestępstwa oraz swojego dawnego przyjaciela z dzieciństwa, a obecnie światowej klasy neurochirurga, Thomasa Elliota. Socjalizowanie się nietoperza nie trwa długo, aż otrzymuje informację od Alfreda o Bane’ie który porwał pewnego chłopca i żąda za niego okupu. Nietoperz oraz kotka znikają z przyjęcia i gdy Batman uwalnia chłopca, Catwoman kradnie okup. W pogoni za włamywaczką linka z hakiem Mroczego Rycerza zostaje przestrzelona przez nieznanego napastnika, a od pewnej śmierci z rąk bandytów ratują go Catwoman i przybywająca na pomoc Batgirl. Ta pierwsza ucieka, natomiast druga wzywa Alfreda. Okazuje się, że Catwoman jest kontrolowana przez Poison Ivy i to jej był potrzebny ten okup. Życie Batmana ratuje doktor Elliot, z którym Bruce postanawia odnowić znajomość. Niedługo później Batman wpada na trop Poison Ivy oraz ponownie krzyżuje drogi z Catwoman. Kocia włamywaczka oferuje pomoc, gdyż sama chce zemścić się na Pameli za kontrolowanie jej. Bohater i złodziejka szybko orientują się, że czują do siebie znacznie więcej niż “zawodową” niechęć. Ich romans rozwija się, a Bruce wpuszcza Selinę do swojego życia, przy okazji próbując rozwikłać konspirację przestępców Gotham, którzy zdają się być jedynie pionkami w wielkim planie kogoś nowego z kim Zamaskowany Krzyżowiec jeszcze nie miał do czynienia.

Czy warto obejrzeć film jeżeli znacie już komiks? Moim zdaniem jak najbardziej, gdyż różnic w porównaniu do pierwowzoru jest na prawdę sporo, włącznie z istotnymi elementami historii. Przede wszystkim należy pamiętać, że Batman tu obecny ma za sobą bagaż dziewięciu filmów w których rozwijana była jego historia. Tym sposobem w “Batman: Hush” nie pojawiają się ważna w oryginale Huntress, oraz gościnnie przewijające się Robin/Tim Drake. W filmie nie ma także nawiązań do wydarzeń z “Śmierci w Rodzinie”, która w tym świecie po prostu się nie wydarzyła. Pojawiają się tutaj za to Batgirl (która w oryginale była już sparaliżowana przez Jokera) oraz syn Bruce’a czyli Robin/Damian Wayne (którego w trakcie trwania oryginału jeszcze nie został przedstawiony ojcu). Sam związek Batmana i Catwoman został trochę pogłębiony i wydaje się czerpać z runu “Batmana” Toma Kinga. Przede wszystkim jednak scenarzysta Ernie Altbacker zdecydował się na odważny krok i idąc śladem “Batman: Gotham by Gaslight” tożsamość głównego antagonisty również może być zaskoczeniem. Zakończenie również ma zdecydowanie inny wydźwięk. Te wszystkie zmiany i przetasowania sprawiają, że choć czuć tutaj ducha oryginału, a niektóre wydarzenia są przeniesione bardzo wiernie, ta adaptacja jest niesamowicie świeża i niejednokrotnie podczas seansu można się zdziwić, nawet jeżeli pierwowzór znamy na pamięć.

Największe zarzuty? Zdecydowanie wycięcie sporej części materiału źródłowego. Wiem, obiecałem nie przyrównywać adaptacji do oryginału, jednak ten jeden raz muszę to zrobić. Komiksowy “Hush” składał się z dwunastu zeszytów, w których byliśmy świadkami roku z życia Batmana. Działo się tam sporo różnorakich wydarzeń, jednak wszystko spajało się z wątkiem nowego tajemniczego gracza w Gotham. Bardzo dużo spośród tych wydarzeń nie znalazło się w animacji. Najbardziej szkoda scen, podczas których Bruce cofa się myślami do dzieciństwa i wspólnego czasu spędzonego z Thomasem. Sekwencje bardzo pogłębiały komiksową kreację Elliota, w adaptacji zaś neurochirurg wydaje się być jedynie postacią drugo-, albo nawet i trzecioplanową. Film zdecydowanie skorzystałby na podzieleniu go na dwie części tak, jak stało się z “Batman DCU: Mroczny rycerz – Powrót”, który spotkał właśnie ten los i do dziś uważany jest za jedną z najlepszych animacji ze stajni WB/DC. Jest też stały zarzut do filmów ze studia WB Animations, czyli to iż sama animacja jest co najwyżej poprawna. Ogląda się ją przyjemnie i nie kluje w oczy, ale chciałoby się, by WB poświęciło więcej czasu na dopracowanie strony graficznej swoich produkcji.

Pod względem aktorskim poziom trzyma się gdzieś w połowie drogi między “poprawnie”, a “dobrze”. Głos Jasona O’Mary jako Batmana już na tyle związał się z postacią Mrocznego Rycerza, że widząc tą konkretną wersję herosa nie wyobrażam sobie go mówiącego głosem mistrza Kevina Conroya. Podobnie z głosem Jerry’ego O’Connella jako Supermana. Sean Maher jako Nightwing oraz Geoffrey Arend jako Riddler robią fenomenalną robotę, podobnie jak starsza Peyton List jako Poison Ivy i ta trójka (plus O’Mara) stanowi najmocniejsze punkty obsady filmu. Młodsza Peyton List (tak, w filmie głosu udzielają dwie aktorki o tym samym imieniu) oraz Hyden Walch mimo małych ról dobrze wcielają się w Batgirl oraz Harley Quinn. Mam za to trochę zastrzeżeń do dwóch ważnych postaci, mianowicie Catwoman oraz Husha. O ile Jennifer Morrison jako Selina wypada dobrze w większości swoich scen, w jej głosie brakuje nieco pazura w momentach gniewu oraz zmysłowości w chwilach w których Kotka pokazuje swoją bardziej kobiecą stronę. Jeżeli graliście w serię gier “Batman: Arkham” to u Catwoman w “Batman: Hush” brakowało mi nutki Grey DeLisle z wyżej wymienionych gier. Jeżeli zaś chodzi o Husha, to moim zdaniem aktor go dubbingujący (z racji szacunku do tajemnicy tej historii nie wymienię go z nazwiska), jego głos jest zdecydowanie zbyt spokojny i przydałoby się w nim nieco “charczenia”.

Czy warto? Oczywiście. Nieważne czy znacie komiks czy nie, znajdziecie tutaj sporo świeżego materiału dla siebie. Jeżeli brakuje Wam nieco ludzkiej strony Batmana, to tutaj zdecydowanie częściej niż zazwyczaj widzimy i słyszymy co ma do powiedzenia Bruce, zwłaszcza w kwestii relacji z Catwoman. Ja jestem ogromnym i niepoprawnym sympatykiem tej pary, więc jeśli choć trochę podzielacie mój pogląd to film zaplusuje Wam również z tego względu. Żałuję jednak znacznego okrojenia wątków z oryginału oraz faktu iż WB Animations nie stara się pracować nad (dobrą już) grafiką swoich animacji

OCENA: 8/10